Diamenty kamienie

Ostatnio zainteresowałem się tematem handlu diamentami. Z jednej strony mamy negry kopiace w ziemi na golasa gołymi rękami za 3 dolce na dzień a z drugiej kamyczek, który kosztuje nie mało. Kamyczek, który i tak nikomu nie jest do niczego potrzebny, który jest mega drogi, o którym i tak wszyscy wiedzą ( w branży), że to towar mało hodliwy a ceny są grubo pozawyzane. Mimo to, nigdy nie było jakiegoś specjalnego tapniecia w branży ani stopu. Z tego co udało mi się doczytać tu i ówdzie ( o dziwo w polskich internetach) można na tym nawet nieźle szekle kręcić. Do obrotu tym dziadostwem trzeba mieć:

  • papier biurwy od diamentów ( że jest się wiarygodnym handlowcem i kamyki są z legalnego źródła) wydawany bodajże w Szwajcarii,
  • dobrego backdoora w nigrolandzie co by murzyny miały co robić,
  • podejrzewam, że zasobów pieniężnych na różnego rodzaje łapówki

Z opowieści jednego znajomego co akurat był w nigrolandzie i opowiadał ciekawostki wiem, że można dogadać się właśnie z jakim watazka czy tam negrem od zarządzania kopalnia na niefakturowane wydobycie.
Faktem jest, że negry maja sprawdzany dolny otwór po wyjściu z dziury w ziemi co by tam nie mogli niczego schować.

Jakieś opinie? Ciekawostki? Próg wejścia? Zagrożenia?

1 Like

Wystarczy że second hand prowadzisz. Lombard albo coś w ten deseń.

Proponuję przejść się najpierw po salonach i zastanowić dlaczego oświetlenie jest sztuczne, przejrzeć certyfikaty (w Polin sprzedawany jest gruz jubilerski najlichszego sortu, diamenty inwestycyjne to zupełnie inna półka). Bardzo łatwo jest nawet rzeczoznawcę wprowadzić w błąd co lepszym moissanitem bo większość z nich gemmologię zaliczyło korespondencyjnie w Ułan Bator po hiszpańsku.

Kup sobie trochę kamyków, pooglądaj pod szkłem, pod mikroskopem, w różnym oświetleniu, naucz się co i jak w nich widać, w którą stronę, skąd się wzięło.

Jak masz głupie pomysły to sklonuj trochę certyfikatów na kamyki które posiadasz i dopasuj do nich syntetyki - i tak będą niebo lepszej jakości. Z tym że zbyt jest kłopotliwy - w Polin jubilerka to styk bandytyzmu z oszustwem, kasa licha, oszustwa na wszystkim takie, że czasem sami z tygla własny wolfram z obrączek wyławiają.

To nie jest biznes dla turystów i wcale nie trzeba jechać na Czarny Ląd aby się o tym przekonać. Próbowałem - szkoda sobie głowę zawracać.

Poszukaj takiego czytelnika z IT21 - @srebrnyptaszek. Dawno się nie udzielał bo ryż mu zasmakował tam gdzie rośnie, co prawda zajmuje się (jak sama nazwa wskazuje) srebrem (i chyba mosiądzem na jachty), ale będzie dobrym źródłem otrzeźwiających informacji.

Zaraz go pingnę - zobaczymy czy kontakty aktualne.

no to poznaj swojego konkurenta w tym interesie:

Twoją szczególną uwagę zwracam na ten fragment tekstu w którym chałaciarze z De Beers z Londynu dogadują się z biurem politycznym KC KPZR i wspólnie zalewają rynki małymi kamieniami z Syberii. Po wcześniejszym neuronalnym przeprogramowaniu rynków oczywiście.

1 Like

3r3: konkretnie i w punkt

Ja - bardziej publicystycznie: ja już nie będę pisał, że najpierw CI muszą pejsy wyrosnąć, bo po tym jak “góra” załatwiła swoich diamentowych chłopaków Benego Steinmetza - na razie tylko rolując z biznesu a Ehuda Laniado - na śmierć przy okazji operacji powiększania penisa, to sam rozumiesz: nie ma świętości na tym świecie gdy jedni Żydzi mordują innych…

Ale z perspektywy goja patrząc to właściwie czemu nie napisać na takie ucieranie biznesów między Chazarami: Mazeltov! :slight_smile:

Ciekawy ten artykuł o handlu diamentami @gruby. Co w sumie pokazuje że centralne sterowanie w niektórych sektorach jest lepsze dla wszystkich niż ‘wolny rynek’ :wink: A jeszcze ciekawszy wydaje się być fakt, że da się na jednym kamieniu kilkukrotnie zarobić jeżeli tylko klient indywidualny popadł w kłopoty.
@Ryszard w kapitalizmie nigdy nie było świętości w biznesie więc nic nowego. U czerwonych to przynajmniej jak byłeś swój to Cię nie ruchali, nie na śmierć.
Cóż mi tam dziadka nie szkoda. Może założył się z jakim innym moshe kto ma większego i chciał wygrać. U nich to wszystko możliwe.

Takie skojarzenie mi zaswitalo, że diamenty to takie bitcoiny XX wieku. Kapitał zawsze przechodzi do sprzedawcy towaru. No bo nie oszukujmy się, że realnej wartości to to nie ma. Co najwyżej może posłużyć do cięcia szkła albo jako natrysk na narzędzia.

Do tego służą kamienie z innej kategorii - są bardzo tanie, przygarść kosztuje może jedno euro w detalu - reszta ściernicy i jej wytworzenie drugie tyle.

@3r3 to wiadome mi jest.

Mimo wszystko, dla mnie osobiście tylko kwestia marketingu. Żadnej wartości dodanej to nie przedstawia poza posiadaniem ( dla kowalskiego) więc tyle warte co nic. Nie mniej z punktu widzenia zarobkowego wygląda ciekawie ale z pewnością trzeba mieć ‘bogata’ książkę adresowa w telefonie. To tak na poczatek.

1 Like

Złoto, banknoty czy sekwencja liczb ma dokładnie te same właściwości. Materie wyjątkowe służą samą swoją niepowtarzalnością zabezpieczeniu przed skopiowaniem. Tyle że diamenty są o kilka rzędów wielkości przeszacowane (i dlatego produkowane są syntetyki), ale wynika to z tego, że kiedyś w przestrzeni gospodarczej ludów gospodarujących po prostu nie było gdzie ich zdobyć.

Każdy duży zarobek w małej skali z punktu widzenia populacji oparty jest na oszustwie “każdy przecież tak mógł gdyby/wystarczyło tylko, jakbym ja…”. Ale jeśli chodzi o kamyki to niektórzy z nas już tam byli - ciekawe, ale niegodne polecenia chyba że zamierzasz od razu iść w oszustwa (a i tak mało kto się połapie, ponieważ większość kamieni jubilerskich jest różnymi sztuczkami podfałszowane żeby nabrać wyceny - wszak estetyka polega na makeupie i jest to nasz rodzimy wynalazek).

No jak uparłeś się żeby płacić 1k zł za kamień warty może w porywach z 50 zł to raczej nie da się ani Ciebie ani Twoich marności uratować. Centralne sterowanie ma jeden cel: maksymalizację zysków organizacji kontrolującej dany segment rynku. De Beers tylko po to istnieje. A “krwawe diamenty” wcale nie są krwawe - ich jedyną wadą jest to że pochodzą ze źródeł niekontrolowanych przez kartel chałaciarzy De Beers.

2 Likes

@gruby nie zrozumieliśmy się. Opłaca sie będąc po właściwej stronie barykady, tylko o to mi chodziło. Kto nie chciałby mieć wyłączności na swoje usługi czy towar?? Nie mniej nie więcej im dłużej czytam wszystko i chłone wiedzę od mistrzow tym większa nostalgia mnie ogarnia. Tego nie, tamto nie, to się nie opłaca, tam nie przeskoczysz pewnej granicy. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jako knypek nie mam szans z wielopokoleniowymi strukturami na jakiekolwiek zaistnienie na rynku. (bezsilność) ale kurwa czy już naprawdę nic nie opłaca się robić? To przecież o paranoje zakrawa. Nie tak dawno zbysiu stonoga, mówił że bez 400k złotych w Polsce nie ma co się pakować w żaden biznes, za granicą tym bardziej. Czy naprawdę mojemu pokoleniu (27±) zostało już tylko niewolnictwo? Nie mówię żeby od razu być bilem Gatesem, ale tak 1kk rocznie netto w złotych to nie są jakieś wielkie mecyje dhwc (do. Huja. Wacława)

Edit. Tymbardziej, że ten papier można sobie w DE wsadzić ; ten że znaczkiem PLN jak i każdy inny. Jedynie co ma jakąkolwiek wartość dzisiaj to umiejętność korzystania z pracy innych ( czyli bycie szefem) albo bycie medialnym kuglarzem celebrytom. Wiadomo chodzi o rynek zbytu. Albo oglądają cię miliony i płacą po złotówce za twój występ albo zatrudniasz innych by odpowiednią marzę oddać swojemu szefowi. :sob:

3 Likes

“Wolny rynek” to takie pojęcie z akademickich podręczników o przedsiębiorczości. A rzeczywistość jednak wygląda trochę inaczej. Zasada jest prosta: im większe przebicie jest możliwe tym dojście do danego rynku jest bardziej utrudnione i tym większymi plecami należy się wykazać.

Oczywiście że opłaca się robić, nawet dzisiaj, tyle że należy wstąpić do mafii i popierać jej rozwój myślą i czynem.

Od góry patrząc:

  • bankowość,
  • farmacja,
  • telekomunikacja,
  • energetyka,
  • przemysł ciężki ze szczególnym uwzględnieniem jego produktów podwójnego zastosowania
  • usługi dla sektora publicznego (nie, nie referent w urzędzie, prędzej kierownik działu w Prokomie albo analityk w Booz Allen Hamilton)

I jak tak się trochę po towarzystwie z tego tu miejsca porozglądam to powiem Ci że większość robi w branżach z tej listy. I to raczej nie jest przypadek.

3 Likes

Miejsce należy wyrąbać sobie mieczem. Kilka miliardów populacji to doskwierająca ciasnota.

Wyłącznie. Postaraj się więc zostać łowcą czy poganiaczem niewolników. Wszak niewolnictwo wymaga dozorców.

A masz w tym jakąś praktykę?
Mnie pracownicy uważają za skurwysyna, ale jednak tyrać przychodzą.

No to rób to. Dowiesz się ilu ludzi Cię posłucha.

Bajki dla grzecznych misesistów. O niegrzecznych nikt nie wspomina^^

Przynależność jest jednak ekskluzywna - należy wykazać się kwalifikacjami.

2 Likes

Spokojnie, ja tutaj widzę mocne podstawy do zostania biznesowym dyletantem, szerszej publice znany jako mówca motywacyjny, coach. :smiley:

A na poważnie, tu trzeba działać! Tak można całe życie przesiedzieć zastanawiając się co by tu zrobić, żeby zarobić i się nie narobić. Nawet jak Ci nie wyjdzie to będziesz bogatszy o doświadczenie. I raczej odradzam słuchanie osób od 400k na pierwszy biznes. Bo i tak przepalisz w piecu. Ale za drugim razem już może nauka będzie mniej kosztowna. :smiley:

1 Like

Pierwsze biznesy akurat otwiera się innymi kapitałami niż kasą.
To dopiero kolejne, kiedy wszystkie kroki są ogarnięte na pamięć ścina się zakręty kapitałem finansowym. Tylko że wtedy się ten kapitał już ma. Bo jak się nie ma - znaczy że temat jest nieogarnięty.

W pierwszym biznesie narzędzia pożyczasz (najczęściej od zleceniodawcy) - w dziesiątym masz park maszynowy. Na początku uczysz się księgowości, sam wypisujesz formularze, zakładasz spółki, piszesz umowy - w dziesiątej masz na pod telefonem kilka biur księgowych w różnych krajach, na kontach których trzymasz kwoty rozwiązujące kwestię “rozpoczniemy po otrzymaniu honorarium”, to łune dzwonią pragnąc w Twoim imieniu na wyścigi rozwiązać problem ze skarbówką z własnej woli modyfikując dokumenty tak aby w tym konkursie wygrać.
W pierwszym biznesie rozpisujesz wszystko w excelach, w zeszycie, prowadzisz skrupulatnie księgowość - w dziesiątym masz wszystko w głowie, i to w wersji dla siebie, oraz tej do publikacji, a jak nie masz to znaczy że nie czas na pozostałe frukta.
W pierwszym biznesie ciężko borujesz sobie dostęp do rynku - w dziesiątym to rynek szuka Ciebie i składa oferty.

@3r3
Na początku uczysz się księgowości,

To jak to jest w końcu. Raz piszesz, że cała ta księgowość jest nikomu do niczego niepotrzebna, a teraz radzisz uczyć się tego i praktykować. Chyba, że masz na myśli podstawowe obliczenia, bo przecież trzeba wiedzieć, czy przedsięwzięcie się opłaca.

1 Like

Posiadam całą masę umiejętności (niektóre na bardzo drogich i specjalistycznych poziomach) i dyplomów które są w późniejszych etapach do niczego niepotrzebne i nikt nawet o nie nie pyta. Były potrzebne na różnych etapach wspinaczki na szklaną górę.

Raczej nie zaczynasz kariery od fotela szefa. A musisz wiedzieć jak funkcjonuje obrót dokumentami, jakimi, jak wyglądają struktury podatkowe, jak wpływają na koszty (bo podatki są kosztem) inaczej razem z fotelem wywiozą na licytację. Im większym przedsiębiorstwem się kieruje tym bardziej trzeba wiedzieć wszystko, umieć wszystko i na wszystkim się znać. Z dołu to tak najczęściej nie wygląda, ale ludzie Tycoon’s kierujący mocno wzrostowymi firmami mają łby z gumy. I dlatego firmy kierowane przez mianowańców ledwo kwiczą.
Przedwczoraj znajomy Janusz wniknął ile płacę pracownikom i za co, polecił mi aby tego nie rozpowiadać bo za tyle będą pod bramą klęczeć z transparentami “czym możemy służyć?”. Bo są firmy prężne i pozostałe.

a dodatkowo, jak rozpowiesz za ile robią u Ciebie, to nie tylko Januszowi pracownicy pouciekają, Januszowi obniży się stopa, a obniżona stopa zmartwi Grażynę, przez co Grażyna nie da Januszowi… i w ten oto sposób 3r3 przyczynia się do wymierania ludu w Niedorzeczu :wink: celem przejęcia terytorium swoim ludem :slight_smile:

1 Like

Janusz sam do mnie przyszedł i jeszcze oddział chce przyprowadzić. Kurka raz wkręconego nie oddamy do wyschnięcia^^

a to muszę zmodyfikować swą tezę: jeśli efektem januszowego zaciągu będzie to że coś z Twojego pańskiego stołu Januszowi skapnie i Grażyna będzie zadowolona, to może i demograficznie się poprawi ? :wink:

Ja tam marzę o innej sytuacji: przyjeżdżasz na Ziemie Na Nowo Odzyskane i “nowa wadza” mówi ci: "bierz tyle fabryk i warsztatów ile chcesz, nikt tu teraz Tobie fabryk mierzyć i liczyć nie będzie jak to w skalistej Szwecji robili. I zrób tak, by działały :slight_smile: "

1 Like

Janusz ma już dorosłe dzieci, przedsiębiorcy mają swój wiek.

Tyle że tutaj tak właśnie to funkcjonuje. A w pl jest zagryzanie się o resztki.