Inżynier młodzik by @Bylnik

Link do artykułu: https://zarobmy.se/inzynier-mlodzik/

//Tekst wymaga korekty Inżynier młodzik – czyli co chciałbym wiedzieć zanim wyruszyłem w tę drogę !!! Na początek ostrzeżenie. To są doświadczenia zmyślonych przyjaciół i zasłyszanych przemyśleń i historyjek ludzi których udało się spotkać, ewentualnie wymysły autora dla podkoloryzowania. Także czyste urojenia, i liczę że inni podzielą się swoimi z…

2 Likes

Widzę powrót do oryginalnej tematyki bloga (pierwsze z.se). Będzie więcej takich?
Potwierdza się z moimi obserwacjami właściwie w stu procentach. Jak będę miał syna, to podobnie mu będę to tłumaczył.
Gdybym jeszcze raz poszedł poszedł w tym kierunku, w którym poszedłem (a pewnie tak bym zrobił), to zmieniłbym tylko kilka rzeczy:

  1. Prawdopodobnie poszedłbym do technikum
  2. Lepiej nauczyłbym się języka wroga
  3. Od razu szukałbym roboty, już w szkole średniej, i to nawet za psi grosz (żeby nie musieć już odrabiać frycowego po studiach - tak, jak piszesz). Praca to najlepsza szkoła
  4. Na studiach nie wysilałbym się zbyt mocno żeby zaliczać egzaminy na zerówkach na 4ki i 5ki, żeby dostać głupiego klocka stypendium, tylko skupiłbym się na pracy i panienkach - “money and hoes”. Mając 6 lat doświadczenia na podłodze i w biurze nie jest ważne, czy egzaminy zdawałem na 5, czy na 3 (i to za piątym podejściem). Tak zrobiłem od połowy 3go roku. Pieniędzy mi nie brakowało, z egzaminami nie było jakichś szczególnych problemów. Nawet o dziwo okazało się, że niektórych prowadzących nawet nie trzeba oglądać na oczy, a wystarczy podpisać się cudzą ręką w odpowiednim miejscu, napisać maila z uprzejmą prośbą, nakłamać, że człowiek zarobiony po uszy, a w domu chory chomik i rachunki od lekarza trzeba płacić.
  5. Od razu po studiach wyjeżdżałbym za granicę.

Gdybym miał nieco mądrzejszych rodziców, to nie potrzebowaliby zbyt wiele wysiłku, żeby mnie w tym kierunku naprostować. I choć na pewno nie mogę narzekać, bo raczej zawsze było lepiej, niż gorzej, to jednak ucieczka ze środowiska etatowców nie jest tak prosta, jak mogłaby być, gdyby od dzieciństwa wzorce były bardziej sensowne.

4 Likes

Dobry tekst. To jeszcze tam wykorp kilka na tym homoofisie.

“rysunki wszędzie się zrozumie”

Człowiek niby rozumie, a detal wychodzi lustrzany^^

" każda CVka lądowała z automatu w okrągłym segregatorze"

Niezorientowanym podpowiadam że okrągłe segregatory podbiurkowe nocą archiwizują firmy sprzątające.

“Hartowała się psychika, kombinowanie.”

A i tak w boju okazało się to przygotowaniem teoretycznym.

“Młodziki po MBA nie zatrudniają ludzi w nadmiarze, także każda choroba powoduje dramaty/przestoje/wciskanie komuś zadań nieobecnych.”

Trzeba ich ciepło olewać pytając czy właśnie podwoili stawki.

“Co prawda w każdych warunkach się (miejscach) się da kwestia rozeznania gdzie odcinek nie jest pilnowany, ewentualnie skala jest różna.”

Jest pilnowany, tylko po co myszy płoszyć skoro pracują?
Jeszcze się jakie leniwe zalęgną.

“choć w tych nowościach co narzucają to dla białego faceta może się znaleźć książę na białym koniu”

Przyjedzie, wyrucha i pojedzie dalej.

“Także kluczowe jest rozeznanie, przygotowanie zanim sobie zaczniemy pogrywać na zmianę status quo w jakim się zgodziliśmy być kiedyś.”

To zależy od wieku kapitałowego. Kiedy się jeszcze nie trzeba wozić karawaną ciężarówek z kontenerami to można rozpoznawać bojem. Ale kiedy rozładowanie narzędzi wygląda jak stawianie umocnień to szybkie ruchy stają się kosztowne.

“A kooperanci mogą chcieć zrobić nam jakiś stresstest by nas podkupić, mając na nas lewar co objawiać się będzie tyraniem za mniej, lub na ryzykowniejszych warunkach (kredytowanie korpory naszym MiSiem, naszą wypłatą opóźnioną, naszą zdolnością honorową u naszych podwykonawców etc sic!). A to przeciwieństwo posiadania większych opcji/możliwości działania.”

W zasadzie to długoterminowo nieprawda. Tylko wejście jest drogie, ale po pół roku to korpora jest ugotowana, ponieważ ma tak obniżone koszty, że siedzi w sytuacji bezalternatywnej. Tylko że ta gra w go bardzo długo trwa i wymaga downsizingu jaki opisałeś, ale z rozmachem. Bo przecież opcje nie są większe lub mniejsze same z siebie, ale większe lub mniejsze od opcji kooperanta chodzącego w innej wadze.

Bo to osobnik z pierwszej łapanki. Znaczy darmowego, bezinteresownego i bezcelowego bloga.

Jakby się jaki wolontariusz (bezpłatny troll) kronikarzem mianował, focił i pisał to by co z tego było.

1 Like

Oj tak. A jak się człowiek, przytaczając słowa Gospodarza, sam za włosy z bagna wyciąga, to niestety, zazwyczaj orientuje się, że więcej wiosen już ma za sobą, niż byłoby optymalnie.

2 Likes

A uczą tego na jakiejś uczelni gdzieś w przywiślańskim kraju ?
No to tak naprawdę jesteśmy pierwszym pokoleniem które się życia uczy rozpoznając temat bojem. A i to na nic bo wszak my tu już diaspora. Za dwa pokolenia wnukom może i zostanie co nieco w łepetynach ale przecież do kraju nie wrócą i dalej dla obcych będą robić, zupełnie jak Sikorski (nie ten od Applebaumowej tylko ten co helikoptery wymyślił) albo porucznik Kosacki.

3 Likes

Nie, nie uczą. Własne wewnętrzne dialogi muszą wystarczyć, poparte grzebaniem, szukaniem i wnioskowaniem. Zazwyczaj zapoczątkowane jakimś impulsem z zewnątrz (dla mnie początkiem podejrzeń, że coś tu się nie klei też był 2008). Dużo, bardzo dużo zmienia spotkanie na swojej drodze właściwych ludzi, albo bycie przynajmniej pośrednio wystawionym na myśli ludzi, którzy z perspektywy czasu stanowią wręcz latarnię morską zbudowaną z przytomności, wyrastającą z morza jej braku i szaleńśtwa będącego konsekwencją jej braku. Tacy ludzie, jak Ty czy Gospodarz.

2 Likes

Juz ze startu tak jest, absolwenci STEM z Oxford, czy Cambridge trafiają na ten sam graduate scheme do inżynierskiego korpo, za tą samą stawkę, co cała reszta.

Miałem wrażenie, że Ci co kupowali, nie szukali później pracy w zawodzie, byli na studiach, żeby przedłużyć sobie nicnierobienie, a inwestor w postaci rodziców na to pozwalał.

Na politechnice w głównej mierze poznałem ich przeciwieństwo, zatrudnieni na 1/16 etatu. Był też taki który zamykał zamek swojego “gabinetu” od środka, dziesięć minut przed zajęciami i udawał, że go nie ma w środku.

Do tej pory się zastanawiam, czego nauczyły mnie godziny spędzone na korytarzu w oczekiwaniu na wpis.

Trzeba było przysiąść i zrobić dobrze za pierwszym razem. Niestety za późno zrozumiałem, że nie chodziło o to żeby przynieść sprawko, tylko żeby jeszcze pokazało, że rozumiem co robiliśmy (szok).

Whiplash?

Mój były szef zawsze powtarzał, nie dajcie się wyruchać stressowcom.

Ostatni projekt na jakim pracowałem, w raporcie napisanym przez stress, na samiutkim końcu po wszystkich swoich konserwatywnych założeniach, analizami zrobionymi zgodnie ze wszystkimi najlepszymi praktykami, przemnożyli obciążenia x2 tak dla pewności. Przypomniało mi to współczynnik studenta.

Negocjacje wypłaty są tylko raz, przed rozpoczęciem pracy.

Nawet się z tym nie kryją - patrz nazwy przedmiotów.

Kończąc studia myślałem, że istnieje tylko stanowisko konstruktora - zaskoczyła mnie mnogość wyboru. Ale to moja specyfika, przed końcem studiów to ja w fabryce tylko bramę widziałem.

To jest też plus politechnik, jakie są takie są, ale dla kogoś kto coś konkretnego chce zrobić, znajdzie tam ludzi którzy pomogą, możliwe że nawet ludzi z maszynami i materiałami, do tego politechnika pieniądze też ma, dla takich co się nimi można reklamować w wielkim świecie.

Fajnie jest jak potencjalny przyszły szef, wypytuje o to co się robiło i komentuje, że sam tak by chciał.

Pytanie:
Jak z pracy inżynierskiej w biurze, wbić się na shop floor nie ścinając przy tym wypłaty, ale nie stając też tam bezpośrednio przy maszynie?

Tak się złożyło, że po zakończeniu studiów wciągnęło mnie w rejony development/ tests/ verification/cert i Systems Design. Praca ciekawa, szczególnie testy, ale okazuje się, że inżynier w biurze to biedak (czy na pensji, czy na kontrakcie), awansujesz i dalej jesteś biedak, słaba motywacja. Rozwiązanie czuje jako przejście przez fabrykę we własny biznes, szukam porad jak już z pewnym doświadczeniem skrócić tą drogę.

1 Like

Szacunku dla władzy właściciela podpisu ? On wszak dysponuje mocą zaświadczania żeś w przez niego opanowanym wycinku wiedzy kumaty mniej lub bardziej ale co najmniej dostatecznie (nie poznałem oceny ‘miernej’ więc jej nie rozumiem, wybacz).

Te godziny miały podprogowo zaprogramować Twoje przyszłe posłuszeństwo wobec autoryteta (jakiegokolwiek, byle oficjalnego). Instytucja wyczekiwania na wyrok jest tak bardzo rozpowszechniona z powodu jej skuteczności. O szóstej rano drzwi odfruwają w siną dal, o ósmej jesteś już na dołku, o dziewiątej lądujesz w separatce ale pan śledczy pojawia się dopiero o 18 i zaczyna się bal na dwie zmiany. A jak nie chcesz złożyć zeznań to trafiasz do aresztu wydobywczego.

Czas jest bronią.

2 Likes

Antyszambrowania. Cierpliwości.

Do tego co mi wyliczył autor tekstu dopisałem zero i działa.

Mieć własny warsztat.

Fasttrack wiedzie przez niskie zarobki na shopfloorze. Z tym że one są niskie tylko oficjalnie, bo skoro nie można tu zarobić to można coś ukraść, a fuchy jest czym robić. Najłatwiej jest przez bramki przenieść czas maszynowy - drogi, niewidzialny, ciężko sprawdzić gdzie poszedł.

Podpisy prezesa banku centralnego na świadectwach uznania jakoś lepiej działają.

1 Like

Do tego Pani z dziekanatu nauczy, że ten autorytet to władza absolutna.

Warto być po bezpiecznej stronie.

Stoi jak byk w głównym tekście, dziękuję.

2 Likes

@ Eng3
Z tym czekaniem i dziekanatem to wiesz kto czekał ten czekał :wink: To też są ludzie można ich podejść.
Z mojego doświadczenia zawsze miałem pomoc, wystarczyło rozmawiać jak z dorosłą osobą i zapytać o zdrowie. Trzeba było sobie radzić :wink: Także można to potraktować jak selekcję tak jak język bloga, kto nie rozumie to się odbija od sciany.
Żartobliwie można tak: https://www.youtube.com/watch?v=rjQh5WBepEM

2 Likes

Na przykładzie mojej córki mogę stwierdzić, że na pewno warto zacząć pracować już w czasie studiów, bo kończąc je ma się już doświadczenie, którego wymagają prawie wszyscy pracodawcy. I ma się wybór wśród ofert pracy, a to rzadkie wśród absolwentów. Po obowiązkowych praktykach studenckich, tak się spodobała, że zaproponowali jej dalszą pracę dla nich zdalnie przez internet wtedy, kiedy mogła, na prowizji. Zgodziła się, a na ostatnim roku, już luźniejszym, normalnie zaczęła pracować, zaś na drugim kierunku studiów (ITS - ciągnęła dwa kierunki na dwóch różnych uczelniach) wzięła dziekankę, żeby się maksymalnie skupić na pracy (oprócz podstawy miała też prowizję). I poszło. Skończyła oba kierunki na 5, przez całe studia dostawała stypendium, a teraz zarabia sześciocyfrowo, czego nie udało się osiągnąć nikomu z jej rówieśników jeszcze - ma dwadzieścia parę lat. Znacząco przyspieszyła ścieżkę kariery, bo nie traciła czasu.

2 Likes

Mam właśnie dokładnie taką samą zagwozdkę (pomimo bycia w bawarskim B&R i wyciągania Krugeranda tygodniowo) i też szukam ciekawych pomysłów. A na własny biznesz jeszcze się nie chcę rzucać…

EDIT: Z tym Krugerandem to było zanim Au dostało kopa w niebo… :neutral_face: :face_with_raised_eyebrow: :expressionless:

1 Like

Zostałeś spauperyzowany przez crimex?

Crimex?
Powiedzmy tak, z rok temu jak to 1oz Au była po 1,1TEUR to mi tygodniowo Krugerand wpadał, a jak jest po prawie 1,7TEUR to to już tak dobrze nie wygląda. W BY koszty życia są wysokie i jak inflacja dogoni to co się dzieje na Au, to będzie niewesoło… choć ja mam na czym przynajmniej rok przeczekać… ale otoczenie nie.

A co do artykułu… no prawie jak bym swoje własne - poza paroma szczegółami - przemyślenia przerzucone na papier widział… ale coż tak to jest…

1 Like