Z wodora. Wystarczy zebrać powyżej mass10-25Sol i poczekać - samo się zrobi. Fotel należy ustawić w większej odległości, kukurydzę położyć z przodu - popcorn w trakcie sam się zrobi.
Ale znana jest lepsze metoda - na tryplet. Trzeba takie zebrać trzy, jak walną i zaczną się pukać to dopiero mendelejew hurtem wypada.
A reszta to ten sam wykresik co “jeśli włączę wiatraczek na GPU i skieruję na wschód to ile cząstek wyjdzie na orbitę?”.
Pewnie masz Waści rację - to cholernie trudne.
Tylko że dokładnie to samo mówiono swego czasu o wielu innych rzeczach (gazie ziemnym, atomie, czy lotach w kosmos).
A jednak dziś to wszystko po prostu „działa”.
Więc może po prostu jesteśmy na tym etapie, gdzie dopiero uczymy się, jak nie spalić laboratorium?
Ja inżynierem zostałem, żeby pchać technikę do przodu, nie pytając się przy tym o zgodę fizyków-praktyków. Póki co, dobrze mi przy tym idzie
Nie, to była ta wersja light na jedną sztukę, na trzy jest lepiej. Ponieważ “jądro atomowe” składa się wtedy z samych neutronów, a te rozpadają się kiedy dostaną luzu zgodnie z tabelką, tylko tych neutronów jest w dobrym przybliżeniu dla ludzkich potrzeb “nieskończoność”.
No ale kto zna nasze przyszłe potrzeby?^^
Czyli osiągnięcie jest, działa - na razie nie trzeba poprawiać. Może głupio takie rurociągi wysadzać, no ale za to wiatraki?
Tylko po wysadzeniu słomki odlewnia do korpusów wiatraków stanęła z powodu zbyt wysokich cen energii… no więc dotować owszem można, tylko bez rurki można tak bez końca.
Nooo… i trochę to zajęło? W ciągu ostatnich 30 lat świat się zmienił bardziej niż kiedykolwiek w historii przez pińcet lat. Możemy nie utrzymać tempa tego biegu pod górę, bo chyba zapomnieliśmy którędy na górę. Znaczy ile % ludzkiej roboty idzie na sensowne badania podstawowe?
Mało - i słusznie, ponieważ mamy z ostatnich 80 lat stosy patentów do wdrożenia, i te wdrożenia to jest dziebko większym problem gospodarczy niż nawymyślanie co to byśmy chcieli - wszystko na razie jest wymyślone, tylko nie bardzo jest jak to realizować.
I tak je spalimy. Ważne aby nie wszyscy byli w środku^^
Ale rozwiązania dostajesz gotowe - materiałówkę, wzorki… zajmujesz się wdrażaniem.
Jak już nawdrażasz to za dwa - trzy pokolenia w tym tempie będziemy mieli inne zmartwienia niż jakiś tam prąd z wiatru. Ile wiatraków wymaga jedno data center? No to huta wymaga mniej, ale na wiatraki nie pójdzie.
Czy data center składa się z metalu?
No i czy konsument może być większy od producenta? Jak działają nisze ekologiczne? Więcej zajęcy niż trawy? Wilki protestują!
Generator prądu składa się z ogniska, baniaka z wodą nad nim i z turbiny napędzanej parą wodną. Maksymalnie temat od strony funkcjonalności upraszczając. Od czasów “rakiety” braci Stephenson w kwestii podgrzewania wody nic się nie zmieniło na sposób produkcji energii mechanicznej czy elektrycznej z ogniska patrząc.
Banknoty użyte do podgrzania wody w baniaku celem rzucenia pary na turbinę też dałyby radę. To średnio wydajne rozwiązanie ale wygląda na to że w docelowym modelu Demokracji, Praw Człowieka oraz Wolnego Rynku w obiegu pozostanie Kononowicz plus banknoty więc do podgrzewania wody pozostaną banknoty.
Wiesz, Waści, ja mam wrażenie, że Ty opisujesz świat z perspektywy kogoś, kto widział już kilka cykli wzlotów i upadków i trochę stracił wiarę, że coś nowego może się jeszcze udać. A ja mam w sobie jeszcze wiele zapału i entuzjazmu.
Faktycznie, wdrażam rozwiązania, które ktoś wcześniej wymyślił. Jednakże to właśnie wdrażanie jest tym momentem, w którym teoria styka się z brutalną rzeczywistością (i księgowym). Na papierze wszystko jest wymyślone – dopóki nie trzeba tego odlać, pospawać, obrobić, zaprogramować, przetestować i uruchomić. I to właśnie w tym punkcie najczęściej pojawia się prawdziwa innowacja.
Co do „wysadzania słomek” i „spalonych laboratoriów” – jasne, metafory ładne, ale to trochę jakby mówić, że nie warto gotować, bo kuchnia się może zabrudzić. Postęp to proces, który z definicji idzie przez błędy. Nie ma innej drogi. Ja połowe mojego życia zawodowego robiłem rzeczy, które się moim pracodawcom finansowo nie zwróciły. Ale te które się zwróciły, robią furorę.
Że mamy dziś stosy niewdrożonych patentów? Oczywiście, że tak jest. Ale to nie dowód, że postęp się skończył – tylko że tempo jego absorpcji jest ograniczone przez ludzkie instytucje, a nie przez samą ludzką pomysłowość.
Każdy współczesny okres kumuluje wcześniejsze zmiany, więc tempo postępu technicznego jest definicyjnie coraz szybsze.
Zatem jeśli nawet „sfuramy laboratorium”, to ja przynajmniej będę miał satysfakcję, że byłem jednym z tych, którzy coś w nim budowali, a nie tylko patrzyli z zewnątrz i mówili, że „to się nie uda”.
W końcu ktoś musi próbować, żeby następne pokolenia miały inne zmartwienia niż prąd z wiatru, c’nie?
P.S. Kiedyś do obsługi tego trzeba było 200 stronicowej książki, dziś nikt sobie czymś takim głowy nie zaprząta
Do tego trzeba 52 stron manuala, a i tak nikt tego nie czyta^^
Pytanie, ile z tych patentów jest nie do zrealizowania? Można przygotować piękny opis, który przejdzie weryfikację, ale może się okazać, że jak się zacznie wchodzić w szczegóły to “jednak nie działa”.
Widziałem najszybszy rozwój technologii w historii sapaczy. Wiem że każdy taki skok zajmuje czas i liczbę capit co nad tym dumają przekazując wiedzę plemienną międzypokoleniowo. To wymaga pewnych, szczególnych warunków. Na tę chwilę konsumujemy rezultaty tego cyklu. On się tak za frajer nie rozciągnie. Do tego trzeba populacji, struktur społecznych i kształcenia - nie takiego że wszystkim wyższe.
Wyleczysz się. Jesteś na kozetce. Zapewniam, że jeśli ktoś kombinuje jak zebrać przed zasianiem to jest wyjątkowo nieroztropny albo ma DeLoreana.
I najczęściej okazuj się, że część problemów (materiałówka, precyzja, powtarzalność, zdolności obrachunkowe i operowanie dynamiką procesu) zostało opanowane, ale…
Na przykład oczekiwany wynik jest logarytmem nie w tę stronę, księgowemu się nie dodaje, albo… co najczęściej - brak komercyjnych zastosowań, problem został rozwiązany inaczej, taniej, lepiej, szybciej, prościej.
I na wyjściu okazuje się, że założenia były optymistyczne, i to optymistyczne logarytmem.
Najczęściej się nie pojawia - labirynt składa się głownie ze ścian, a tam gdzie ich nie ma to tylko dlatego, że o ślepym zaułku dowiemy się później. Kiedy jeszcze się poszwendamy macając ściany. Czasem to spory obszar do spenetrowania i wydaje się, że rozwiązaliśmy problem, a wtedy przychodzi księgowy i jęczy, że fajnie iż labirynt spenetrowany, ale gdzie jest urwał loot!
Nie ma lootu, to exp zaliczony i won z tej części - po labiryncie szwendamy się dla lootu, szukać gdzie indziej.
Czyli jednak palić węglem i nie jęczeć że szary śnieg pada - zgadzam się. Węgiel trzeba spalać póki jeszcze jest potrzebne. Przecież epoka brązu nie skończyła się z braku cyny i miedzi.
Ale jeśli błędy są kosztowne to spada liczba populacji zdolna je popełniać, istnieje pewna granica błędności i może nie trzeba na siłę jej przekraczać?
To ich problem.
Ale czy masz z tego loot taki jak oni?
No właśnie. Dlatego moją najczęstszą odpowiedzią na głupie pomysły jest “płatne z góry to pomyślę”.
O widzisz, czyli limes w d(t) istnieje. Więc teraz trzeba t aby to przetrawić i wyjdzie d
Nie zawsze… archeolodzy wskazują, że wykres ma nieciągłości przykryte piaskiem. Najczęściej nie ma kto o tym opowiedzieć i nie zachowały się zapiski bo wstawanie z gleby zajęło tyle, że nikt już nie pamiętał dlaczego trzeba było wstawać i czy ktokolwiek wcześniej stał.
Archeolodzy znajdą Twoje imię wybite na tabliczce
O ile tabliczka się zachowa pod piaskiem.
To z tym ostatnim pokoleniem wszystko nieprawda? Będą następne?
Tylko dlatego, że to ustandaryzowano i uznano, że nie ma co poprawiać.
Ale że na pewnych forach kodoklepskich ciągle padają pytania o kontrolery, to zapewniam, że mamy nowe zmartwienia^^