Memetyka poparta zwrotem w gospodarce planowanej

#1

Link do artykułu: https://zarobmy.se/memetyka-poparta-zwrotem-w-gospodarce-planowanej/

Doskonale wiemy, że zanim wszystkie abstrakcyjne metody zawiodą to „oni” spróbują i tej, aby wprowadzić gospodarkę centralnie planowaną o charakterze nakazowo-zakazowym (kij-marchew) z przepychaniem ludności z MiŚiów do korpo, aby uzyskać gospodarczy ład korporacyjny o charakterze faszystowskim. Nie uda się to, jak każdy genialny pomysł, z tego powodu, że demografia jest zbyt licha aby uciągnąć jakąkolwiek gospodarkę, ale i tak to wdrażają. Trzeba się będzie w takim rozwiązaniu ustawić. Zaczynając od zapisania do Partii i nauczenia się nowej roli, jaka by nie była, na pamięć. W tekście poruszę kwestię tego kto i po co ma oceniać produkty, oraz przy użyciu jakiego aparatu. W gospodarce planowanej występuje konflikt wyceny wpływów (organizacyjnych, technicznych i politycznych), pozoru-rynku (referaty podaży i popytu), wpływów dozorowych (aparatu dochodzeniowo-śledczego) i wpływów siłowych. W innych ustrojach te problemy i tarcia są mniejsze, gdyż regulowane są podażowo. W gospodarce mieszanej i planowanej każdy może się powołać na inne warunki zadaniowania, inne cele i inaczej ocenić (a nawet osądzić) rezultat. Jednakże każda gospodarka jest planowana, nawet ta jednoosobowa prowadzona przez gospodarza jest realizacją jakiegoś planu tegoż gospodarza – coś tam sobie umyślił i robi, a “umyślił” oznacza że przewidywał przyszłe zdarzenia i w ramach podejmowania informacji ze świata (działa/nie działa) dokonywał modyfikacji planu jak i przewidywań przyszłości. To jest istotne zagadnienie gospodarcze: przewidywanie przyszłości. Mamy przeróżne modele tego, jak powinno funkcjonować przewidywanie oraz wiemy jaki powinien być wynik (zgodny z rzeczywistością – wynik przewidywań oczywiście wskazujący na naszą nieomylność). Aparat analityczny oparty o przewidywanie zdarzeń przyszłych na podstawie zdarzeń przeszłych…

0 Likes

#2

Czyli nie czeszemy całej bazy danych, co więcej, skracamy ją okrutnie.

Ile razy mi się oberwało w szkole za sugerowanie tego to nawet nie zliczę.

Jak skracanie bazy danych teoretycznie branżowej ma się w Twoim przypadku?
Pisałeś kiedyś, że pracowałeś w R&D. Czy któryś z jajogłowych w Twojej branży używa w ogóle tych szeroko uznawanych teorii naukowych?
Czy doszedłeś do tego etapu, że operujesz na poziomie abstrakcji pod tytułem: “istnieje tylko to co widzę”? Tylko to co da gara da się włożyć lub zmierzyć.

1 Like

#3

Ma to związek ze ścieżką kariery, musiałem przestać uczyć się wszystkiego co mnie interesuje i zająć się uczeniem tego co prowadzi do wyników finansowych. Czyli uczyć się tego jakie zakresy wiedzy mają ludzie, w czym są specjalistami, o co ich pytać, jaką część ich widzimisię brać pod rozwagę i jaką przekazywać dalej do zastosowania.

Gdybym miał brać pod uwagę co ja chcę, to opanowałbym wiedzę z każdego stanowiska pracy (z większości i tak mam opanowaną - jakoś to poszło z rozpędu) po czym zacząłbym realizować swoje własne projekty - skutki ekonomiczne tej autarkii byłyby nie najlepsze więc ograniczam realizację moich widzimisię - jak mam jakiś pomysł, którego rezultatem nie są środki finansowe to kładę się na kozetkę aż mi przejdzie. Dzięki temu świat jest pełen niezrealizowanych maszyn mojego pomysłu, te co zarabiają są zrealizowane prowizorkami na kolanie, że aż przyprawiają o śmiech.

Struktura finansowania badań wygląda obecnie tak, że w branżach o niedosycie produkcji (i dobrym $ds) można sobie pozwalać na pewne rozpasanie, które co przytomniejsi ukierunkowują w dobrobyt własny kładąc się na kozetkę, a inni kombinują maszyny swojego pomysłu (akurat mam na myśli jednego Svena z innym Miszą co go w tekstach wspominałem - Misza ma problemy z gatunku “śruba od 450hp silnika w jachcie jest nie dość taka jak powinna”, a Sven ma łódkę na jeziorze). Akurat Sven potrafił sprzedać pomysły do Benz zanim jeszcze zapytał się czy coś się da w ogóle zrobić, a potem dopiero negocjował. Więc zawsze miał finansowanie obiecanek, a potrafił naobiecywać. Z tego rozpasania i ubocznie do produkcji powstaje R&D, ściąga specjalistów, zaczyna realizować projekty dziwne & nietypowe, a specjaliści są potrzebni jako rzeczoznawcy prawnikom aby się klient odczepił że to nie wina wytwórcy że się coś rozlatuje co kwartał (jak i tak klient nie ma alternatywy). Takie tam prawno-biurokratyczne przepychanki w korpo.
Ponieważ zaczynają w takim czymś powstawać produkty dziwne to się je puszcza po uniwerkach, a specjaliści mają kontakty tu i tam, do tego branże specjalistyczne są dość wąskie i jak obskoczysz trzy konferencje na planecie to znasz wszystkich co chcą być znani.
Wtedy pojawia się finansowanie z zewnętrznych zamówień “bo Wy takie coś dłubiecie i my byśmy chcieli”, pojawia się wielokrotne sprzedawanie projektów, pierwsze badania zastosowań zlecone przez przemysł poprzednich rozwiązań technologicznych (wcześniejsze substytuty produktów oferowanych) i jak jeszcze ma się na to siłę to ssie się granty badawcze z różnych instytucji i funduszy wspierających to śmo i owo.

Jeśli rozłożyć taką strukturę na czynniki ludzkie to jest tam na 20% specjalistów z praktyką techniczną co coś zrobią 20% wygadanych gamoni co nic nie zrobią i 20% nieodzywających się specjalistów co nic nie zrobią, ale są bibliotekami na dwóch nogach. Reszta to biurwa od wypełniania kwitów patentowych. Do tego zazwyczaj jest doklejona druga struktura produkcyjna ze sprzedawcami, zarządem etc. Jeśli proporcja obu struktur (badań i produkcji) jest tego samego rozmiaru to nakład inwestycyjny na produkcję jest o dwa rzędy wielkości większy od tych na badania, a badania zapewniają 80% finansowania firmy i praktycznie cały zysk.
Ale ten rezultat jest dzielony również na dawców (inwestorów) i póki oni dokładają do tego to jest fajnie, a jak chcą wyjąć to mnie już tam nie ma i to nie moje zmartwienie (czasem wpadam odwiedzić zastój & mizerię). W konsekwencji taka firma albo ma dynamicznego szefa zrywającego nisko zawieszone owoce i sterującego kierunkiem, albo jest przygotowywana przez średni szczebel na trampolinę (co dodaje bardzo dużo stanowisk zajmujących się papierem nawet jak się o czymś nie ma pojęcia). Czyli średni szczebel zawija kasę z badań w patenty przypisane do spółki, robi sobie na tym doktoraty i stara się sprzedać całą spółkę przemysłowi o skali instytucji w danej branży, a przemysł robi wtedy nabór do swoich działów badawczych i jest gra w kto prędzej pęknie na finansach (bo lemingi z takich działów są zazwyczaj zalewarowane w mieszkania na szczytach). Rozgrywka ta ma poziom biurokratyczny, więc z jednej strony phd grają co to za cuda techniki myślą swoją ogarnęli i jakie stanowisko by w dziale badawczym dużym korpo chcieli zaś z drugiej kompletnie zbiurwiali durnie nie mający pojęcia o dzisiejszych strukturach MiŚiów przeprowadzają kontrole i audyty czy aby ta firma spełnia jakieś tam wydumane normy i czy da się ją wkorporować w korpo. Dopóki jest kasa można się w to bawić.
Technicznych zaś zupełnie nie interesuje kto wygra, ponieważ jajogłowi bez nich nie są w stanie odtworzyć produktu. A różnica w zarobkach techniki a średniej biurwy wychodzi dopiero w kantynie, kiedy techniczni roztrząsają swoje życiowe problemy, że koń chory, że śruba w jachcie o kamienie poszła, że tokarkę musi większą kupić, że nową łychę do traktora bo trawnik musi splanować, że samochód wyścigowy musi wymienić z innym w kategorii bo rok przeleciał. A biurwa średniego szczebla ma kredyty i to są ich tematy.
I upraszczamy im życie “działa - to dobre jest i więcej nie oczekuj”.

Jak działa to to jest dobro i kapitan tego pragnie, a jak nie to od złego pochodzi.
Nawet jak komuś tłumaczę co i dlaczego wychodzi tak czy siak, to nie tłumaczę teorii tylko wyjaśniam jaka maszyna jak działa i jakie parametry (ustawienia) wpłyną na takie czy siakie rozchwianie - konkretny problem i konkretny proces. Dziś na przykład tłumaczyłem dlaczego spawarki nie są uniwersalne, a dość dobrze dobrane do profilu i skali produkcji (każda do swojej), a wczoraj dlaczego detale w jednej osi wycięte z jednego kawałka certyfikowanej blachy mają co 100mm inne właściwości mechaniczne przy gięciu po tej samej osi ze wskazaniem tego w praktyce oraz co takiego można zrobić aby zawęzić rozrzut rezultatów (bo niektórzy to by chcieli zniwelować).

1 Like