Link do artykułu: Przyjmijmy, że… – Zarobmy.se
Przyjmijmy, że… Jak to przy zimie trzeba napisać coś, co nie nadaje się do czytania. Osoby nie satysfakcjonujące się liczbami nie znajdą tu labiryntu do czytania. Jeśli mieliście wątpliwości skąd jajogłowi zmyślają „religie” to właśnie tak jak poniżej. //ciągle szukam literówek we wzorkach z latexa do wordpressa; Przyjmijmy, że to prawda: [p,x]=px−xp=−iℏ i dla czasu (przyda się do wniosków końcowych, ale nie uprzedzajmy foktów): ΔE⋅Δt≥2ℏ Dla nieznających ścian labiryntu odsyłam dla objaśnienia jest to wynik szczególnego przypadku dla wskaźnika nieprzemienności. Z czego od razu wnioskujemy, że będzie o częstotliwościach, a jak o częstotliwościach to niepewność co do czasu wypadało od…
Czerwona czy niebieska pigułka…
Nie nie, ja tak mam od urodzenia, tego się nie leczy.
Dlatego nie wychodzę na ulicę i mieszkam pod kamieniem.
Bo na ulicach są samochody, samochody mają tablice, na tablicach są cyfry. One się łączą w liczby i na pewno coś znaczą… i cały czas rozważam jakie są relacje liczb na tablicach przejeżdżających pojazdów.
Po czym jest klakson, pisk i przebudzenie ![]()
We are all mad here - Cheshire Cat
To tylko o przeliczonym pędzie przecież.
Nie pierwsza to i nie ostatnia rzecz która się nie klei. Może trzebaby tu klejem wielowymiarowym posmarować?
…bo dlaczegóż by nie? Jak człowiek ma wyobrażenie jak działa np. pamięć flash i tunelowanie kwantowe tiru riru i używany tu prawdopodobieństwa to może to “przełażenie” elektronów przez izolator odbywa się właśnie gdzieś w innym wymiarze?
Ok idę spać bo już bełkocze…
Wymiary to tylko rzut. Cały świat można opisać grafem ścieżkowym i wszystko będzie się tka samo trzymać kupy.
No to może to jest dłuższa droga, bo w innym wymiarze jest dłuższa?
Na zasadzie tego prostego eksperymentu z kartką papieru, że jak musisz się dostać z góry na dół, to w 2 wymiarach masz dalej niż w trzech jak sobie kartkę złożysz na pół.
Czy znamy już miejsce w którym doszło do wybuchu ? Albo inaczej: wszystkie obiekty powinny się oddalać od miejsca wybuchu po linii prostej z dewiacją dla wzajemnych oddziaływań po drodze.
Jeśli przynajmniej jeden obiekt porusza się od innego niż wspólny punkt początkowy teorię o 14 mld lat rozpiętości świata możemy porzucić.
Jest tylko jeden wymiar - czas. Każda odległość jest po czasie. Pozostałe wyglądają jak pochodne z wzajemnych relacji odległości. Nie bez powodu mierzymy odległości latarką? Laserem znaczy?
Tak - wszędzie, odległość mierzymy w czasie, dla nas to jest kiedy.
Co też czynią - zjawisko nastąpiło w przeszłości (przy tej palmie) i rozchodzą się w przyszłość (w pizdu).
Fluktuacje gęstości prowadzą do rozkładu turbulentnego przy wybuchu. Dyssypacje wynikają z różnicy rozkładu (mniej więcej jakiejś tam miary entropii) po odwrotności sześcianu odległości przebytej. Czyli mogą już w innym charakterze “wybuchać”.
Przebrnąłem nasączony. Jeśli mnie alkohol nie myli to Autor sugeruje, że Świat jest wszech z naciskiem na wszech i potenjalnie jest go dużo bardziej wszech niż na 14mld tego co czasem zwiemy, ale tylko tyle jest nam dane zobaczyć, przy czym to co widzimy na krawędziach to mogą być po prostu spiski i majaki fotonów i innych onów, co do nas dotarły, po drodze na przykład umawiając się, że sobie z nas będą robić kosmiczne jaja? Przy czym tylko te dalsze fotony sobie jaja robią, bo te z bliższych dystansów są zbyt mocno utwierdzone przekonaniu, że one biegną dokładnie tak szybko jak wzorzec?
Czyli dla ufoków żyjących tam, dzie my widzimy promieniowanie tła - my jesteśmy takim samym tła promieniowaniem, a z ich perspektywy wszechświat wygląda na tak samo czternastomiliardowo stary?
I wychodzi na to, że żadnego bigbanga nie było tylko to światło się zdecydować nie może jak szybko się poruszać w prawdziwie nieskończonej przestrzeni?
Aby mówić o prędkości musiałby być układ odniesienia. Czyli jedna oś dzielona drugą.
W przypadku światła przekątna po tych osiach wynosi zero dla dowolnej odległości:
$$
ds2=−c2dt2+dx2+dy2+dz2=0
$$
Więc skupiłem się na częstotliwości. Czyli osi prostopadłej do odległości, która rozmiarem anteny decyduje o tym czy coś widać czy nie widać (radioteleskop też patrzy). Bo to akurat jako tako mierzymy.
Pominąłem kwestie ekspansji “przestrzeni”, ponieważ przestrzeni nikt jeszcze nie zaobserwował. To taka metryka, która się przydaje dla mózgu z sawanny.
Ale nie ma powodu, aby wyglądał tak samo.
Jak siedzimy przy stole, to ja widzę Ciebie w przeszłości (przyjmijmy, że nieodległej) i w drugą stronę tak samo. Aby mniej więcej schynchronizować zegarki wypada kogoś zdzielić linijką (zmniejszyć odległość lim->0).
Zapewne tak. I też są przekonane, że są same w świecie, który jest wyjątkowo nieprawdopodobny i umrze.
Przyjmując, że światło porusza się w czasie zerowym (własnym) od punktu emisji do przechwycenia, czyli od elektrona do elektrona (mniej więcej), to jeśli nie ma żadnych elektronów (śmierć cieplna) prędkość cokolwiek znaczy?
Przyjmując że fala rozchodzi się we wszystkich kierunkach, kiedy fala będzie tak rozległa, że jej wysokość będzie nierozróżnialna od tła?
To wszystko wynika z tego co już ustaliliśmy, tylko nie przykładamy tej samej miarki dyskretnej do ciągłych, bo się właśnie takie brewerie porobią.
Ja bym był kontent, gdyby się dało wyjaśnić, to czego niby nie obserwujemy, a co ciemną materią zowią.
Nie da się wykluczyć, że “to” obserwuje nas^^
To już rozwiązane. Mamy do d wzór na grawitację. Jest jakimś tam przybliżeniem na zbadanych odległościach, a na pozostałych się rozłazi. Jak to typowo w szeregu taylora.
Wiem że za trudne.
Jeśli wyniki z obserwacji bujają Ci się płynnie między obserwacjami, to nie znaczy, że wykryłeś słonia większego od pokoju, tylko masz uproszczoną funkcją, która ma wykładnik z dupy.
Na razie to grawitację ujęliśmy sobie kwadratem, później doprecyzowano tensorem, a teraz wychodzi, że trzeba jeszcze dokładniej podzielić włos na czworo przy dużych odległościach.
Analogia… masa “rośnie” przy v dążącym do c? Jak to “masa” rośnie?
Wykładnik spada przy l dążącym do n? MOND postulował, ale wtedy to było na bazie danych z obserwacji o rozdzielczości jaka była, a jwst sporo zmienił i się całe religie sypią, że jednak Matematyka “weź se to policz dokładniej”, a nie fizozofowanie czym uzasadnieć wyniki z dupy.
Mamy jakieś przybliżenie polinomial (chwila, muszę przetłumaczyć na polski… wielomianu!), które jak to zwykle bywa jest pierwszym jakie w okolicy widziano. No a dalej wygląda na to, że można dokładniej i się rozłazi.
Jeszcze na złość wychodzi, że przestrzeń w ogólności to tak całkiem płaska jest i z tą ekspansją to wyniki tak, ale z innego równania i nie chodzi o przestrzeń. Równania te mamy pod nosem od ponad stu lat, tylko trzeba liczyć i wnioskować.
Mi jeden prof od fizyki tłumaczył, że rośnie opór przestrzeni, a nie masa. Masa zakrzywia przestrzeń, a coraz szybszy ruch masy w przestrzeni powoduje kontrakcję tejże.
Na moje zmarszczone czoło dodał, że to coś działa jak opór aerodynamiczny ![]()
![]()
A, że fotony masy nie mają, to se mogą zaiwaniać.
A wyjaśnił co to znaczy?
No właśnie nie…
To był problem gdzie mamy zarzut o niezdefiniowanie inercji, głównie majstrowali w tym de Sitter (wskazał jakie fikołki byłyby obserwowane na Niebie gdyby przestrzeń stawiała opór, co Einstein sam wykluczył doświadczalnie) i Mach.
No i dalej nie wiadomo co to jest ![]()
Ale wiemy jak policzyć rezultat wystarczająco dobrze ![]()
Cokolwiek by ten rezultat powodowało. Działa i da się policzyć.
Tak, uproszczenie Macha. Jest przynajmniej zrozumiałe dla większość.
Uzasadnienie de Sittera ciężko nazwać “uproszczeniem” i to jest grubszy kloc z Matematyki co wynika z różnych (“głupich”) uproszczeń.
Siadłem do tego kiedyś i zrozumiałem, że głupi jestem.
Czegoś na pewno nie mają… zapewne zegarka bo u komunii nie były. tak jakoś bezbożnie są poczynane.
Psor odnosił się do masy relatywistycznej.
Gdyby to było takie proste to by zaiwaniały z v =n, a nie c. A elektrony by nie zdążyły zaistnieć. Jednak pęd przenoszą… no więc… jeszcze do tego mają spin… no więc…
Polecam w tej kwestii de Sittera. Przynajmniej dostanie się listę głupich rozwiązań do wykluczenia z przyczyn tam zawartych w równaniach względem “na Niebie takiego fikołka nie widać”. Mach przyjął inżynierskie rozwiązanie robocze - mamy zmienną spoczynkową i moduł, moduł można rozwinąć i da się zarazę policzyć; dlaczego tak - bo tak działa, a dlaczego takie zmienne? energię też zmyśliliśmy więc nie ma się co czepiać, że z niej wywodzimy kolejne potworki.
Ja to wszystko oczywiście rozumiem, tujon i te sprawy. Gdzieś dzwonią, ale nie pytam w którym kościole, bo może nawet o kościół nie chodzić.
Przypomniał mi się jeden dr z polibudy, który powiedział nam, że te piętrowe wzory to owszem ładne są i możemy podyskutować, ale więcej zarobił przy pomocy M=(q*l^2)/8 niż na takich dziwolągach.
Budowlanka i konstrukcje mostów?