na civ można nałożyć łatę “conquests” i wtedy okazuje się że ta cała cywilizacja budowana jest tylko po to żeby jajogłowi wymyślali coraz to nową broń a miasta ją produkowały i wyposażały coraz to nowe oddziały które wysyła się na granicę. A czasami i dalej.
Po pewnym czasie okazuje się że wojny uniknąć się nie da bo wyprodukowanie armii bez jej użycia kończy się bankructwem państwa.
A tam produkowały. Wprowadzasz demokrację, przestawiasz miasta na produkcję monet i srasz niukami kupując je co drugą turę.
Nie chodzi o to aby jej unikać, chodzi o to aby rozpocząć ją, zanim nie stanie się bezsensowna lub niemożliwa.
Czyli na jakimś przełomie danej cywilizacji (jednostki) albo w epoce nowoczesnej gdy przezbrajasz tygrysy na abramsy i zmech + artyleria rządzi. Kto pierwszy zrobi niuka i zasadzi go drugiemu w tyłek wygrywa.
Na małej mapie pierwsza wymiana 6 na 6 niuków rozwala obie gospodarki. Więc trzeba spalić miasta zanim zaczną to dłubać.
Graliśmy w TW i ja najechałem na niego bo największe zagrożenie a w tym czasie żona cichaczem zwycięstwo z zdań osiągnęła a jak bym nie prał kumpla to by wygrał więc jak się nie obrucić dupa była z t…
Zbieżne doświadczenia ^^
Czyli pięknie odwzorowany CeCeCePe, oraz strach jastrzębi w Imperium Wolności ^^