Pandom też nie, a jednakwoż nie rozmnażają się w niewoli;)
Ale wiesz, że Ty je jesteś aż taki stary żeby cofać nas do innego modelu socekonomicznego? Po prostu urodziłeś síe w rezerwacie biedy i fedualizmu (jak my wszyscy). Tam skąd była ta technologia problemy były nader współczesne:)
Po kolapsie trzeba było milenium czekać, żeby ówczesny poziom odzyskać… komu to było potrzebne?
Mimo wszystko chciałbym za swojego życia zobaczyć próby stworzenia działającej koloni na czerwonej skale. Wiem, że przez dobre 100-200 lat będzie to składanie kolejnych śmiałków i śmiałkiń w ofierze bohu postępu, ale ten rytuał akurat mógłbym z przyjemnością pooglądać.
Ciekawi mnie co trzeba zrobić, aby przeskoczyć na następny level, bo na tym chyba wszystkie owoce nisko i wysoko wiszące już pozrywane.
Trzeba było czekać bo nikt nie potrzebował takich fanaberii skoro nie było dużych skupisk, a nie było, bo nie przetrwały próby czasu.
Od jak dawna ludzie nie latajo na Księżyc?
Nie latajo bo po kiego. Technologie odeszły w zapomnienie, teraz są odtwarzane po nowemu na bazie doświadczeń i też nie jest lekko.
Ochotnik?^^
FPV?^^
Polecam wycieczkę po jakiej imperialnej stolicy.
Jak zobaczysz cokół, na cokole kunia, na kuniu gościa co przebił ówczesny level cap to przeczytaj co takiego nabroił i zrób tak samo^^
Oczywiście przeczytaj też jak skończył kuń.
20 lat temu pewnie bym się na to pisał. Teraz tylko PPV ^^
Nie to mam na myśli. Obecnie rozbijamy się o kilka ścian technologicznych blokujących dalszą ekspansję. Zastanawiam się, co trzeba zrobić by te ściany obejść lub przebić.
Eskapista!
Przecież ekspansja jest zawsze wewnętrzna - trapienie prawem i porządkiem (czy inną nazwą Partii) aby oddawali co zrobili.
Nie ma ucieczki z systiema! Wracaj do kotła! Ci z kotła wciągną Cię z powrotem.
Może ta niewidzialna ściana to koniec mapy? Tam dalej nic nie ma?
Każdy labirynt rozwiązujemy tak samo. Poruszamy się wzdłuż ściany.
A to znowu nie jest problem energii z węglowodorów co ‘rendered most physical / human activities unfeasable’? I doszlo też do
bo kupiectwo się rozrosło - kolejny błąd w symulacji i ficzer systemu…
I doszło do rozrostu populacji, która się nudzi, bo ma podstawowe potrzeby zaspokojone (a więcej nie może, bo goryle u góry pilnują, i dlatego są gorylami u góry)…
I znowu feature systemu wychodzi.
Bo w większości są to teksty bez sensu. Nikt nie wie o co w nich chodzi. Jakiś ‘poeta’ kiedyś powiedział, żeby nikt nie siadał nad jego tekstami, bo one są bez sensu, i całe to pierdolenie (przedmiot język polski) jest bez sensu, bo to religia. Pierdolenie o pierdoleniu (żeby chociaż dosłownie, a nie metaforycznie!)…
Znam lepsze sposoby spędzania wolnego czasu, ale, kolejny ficzer zepsutego systemu - system się zawirusował kupiectwem && materializmem, to mamy samice && wojny.
Sensem jest, wg mnie, to zaobserwować (jednym z sensów).
Da rade, a poza tym przereklamowane jest IQ
Są hipotezy, że życie / rozwój na naszej planecie nie jest liniowy, i ‘lepiej to już było’ rzeczywiście mogło być nawet kilka / kilkaset tysięcy lat temu, kilka razy albo i więcej…
Są też książki opisujące co po pogrzebie i to też ciekawe tematy
Bo śmierć kliniczna dostarcza ciekawych informacji na temat struktury wszechświata
Bez nich mury nie przetrwają zagrożenia, z nimi bez zagrożeń zamieniają się w więzienie.
Odkąd “wynaleziono konia” to zagadnienie istniało. Przy czym koń żarł to co człowiek tylko dużo.
Przebieg populacji zajca do wołka. Nic nowego.
Ale potrzeby goryli są nieograniczone. Do tego jest im potrzebna populacja pilnowana. Ta populacja przestała się rozmnażać.
To reguluje populację goryli, które we własnym sosie pod dywanem muszą rozstrzygnąć kto spada z gałęzi nawet jeśli z gałęzią.
To też trzeba umieć wykryć^^
Historia literatury języka i nauka języka to są dwa, rozbieżne kierunki edukacji.
No bo takiego c można się nauczyć, ale literaturę “co wcześniej pisano” czytuje się raczej anegdotycznie, względnie zboczeńcy piszą haiku (kod tak zagmatwany w jedną linijkę, że trzeba rozszyfrować).
Niż z samicami? Bo stary jesteś. Stąd też dobrze widać^^
Samice i wojowanie są starsze od kupców.
Kupiec to nie jest najstarszy zawód świata.
No pada deszcz - ale żeby w tym sensu szukać? Ani to do gara włożyć, ani nie da się wydoić. No chyba, że akurat Mosze pędzi przez pustynię, to wtedy co innego.
Jest z gruntu fałszywe, ale ciężko o coś lepszego.
Z dłuższej wycieczki nikt jeszcze nie pisał wspomnień^^
Pewnie odwiedzają tylko część dla chwilowych turystów.
jak chcesz aby masa darmowych żołdaków rzucała się na śmierć z pieśnią na ustach to trzeba im tą pieśń najpierw w mózgi wprasować. Taki jest sens przedmiotu “język polski”.
I jeszcze żeby się wzruszali do łez na widok flagi albo godła
Tak, to niestety jest stały refren, że większość rzeczy które nazywamy problemami jest mniej lub bardziej skomplikowanym grafem sprzężeń zwrotnych w którym tak naprawdę nie chcemy zmian. Np. kac:)
To w ogóle jest ciekawy problem, jak niewielkie społeczeństwo jest w stanie utrzymać stałą populację techników by utrzymać infrastrukturę elektorenergetyczną i jej cykl konserwacji. Jakby wybierać tylko tą najmniej roboczochłonną to szybko by wyszło pewnie że populacje można zredukować 10e4 razy, jakby loss function optymializowało odpowiednie parametry. Wtedy to nam starczy węglowodorów i innych na wieczność:)
Ło panie, to jest w dwójnasób nieprawda. Raz, że (w teorii wg programu) część języka polskiego to jest też nauka gramatyki. A dwa, że “interpretacja” czy “czytanie ze zrozumieniem” to jest coś co można dobrze zkwantyfikować jako ekstrakcję informacji i kontekstu z tekstu. Nie żeby to było w życiu większość ludziom wybitnie potrzebne (w odróżnieniu np od religii, która jest słabo kwantyfikowana ale dla zaskakująco wielu ludzi niezbędna).
Trochę tak, trochę nie. Natomiast faktem jest, że durnie istnieją i że część tej durnoty jest dziedziczna, część nabyta. Podobnie z drugą stroną rozkładu.
Przyjmująć skądinąd trafną hipotezę biologii ewolucyjnej, że najlepiej to było łowcom-zbieraczom, to można się tu zgodzić:)
ee, koń nie do końca jadł co to człowiek. W ogóle dlatego mamy udomowione zwierzęta roślinożerne, a mięsożerne nie bardzo, bo to nie ma entropicznego sensu. Koń owszem je owies który je i człowiek i rośnie na tych samych hektarach. Ale je też trawę, a tej póki co nie umiemy trawić.
To akurat bardziej przedmiot “historia”. Z resztą literatura pełniła taką funkcje mniej więcej do wynalezienia TV. (“Kino najważniejszą ze sztuk!” (c) Lenin) i dlatego za Bieruta tak dopieszczano poetów, a za Jaruzelskiego już i władaza miała gdzieś.
tak się właśnie zastanawiałem, jak wyświetlali ‘potiomkina’ na jakims syberyjskim wypizdowie, gdzie pierwszy raz ruchome obrazki widziano, efekt musial byc piorunujący
Operator CRISPRa będzie miał jedynie słuszny certyfikat i nie dopuści do JKMowego odchylenia prawicowo-nacjonalistycznego (w genomie), że tow. Bermana i tow. Bieruta zacytuję.
Ciało i tak zeżrą robaki po śmierci tegoż… Nie ma się co napinać wg mnie pobytem na tej planecie, a lepiej poobserwować i traktować jak… jak ‘kabaret’, ‘zepsutą symulację’ itd itp jak kto ma ochotę.
Einstein niby powiedział “Space and time are modes in which we think, not conditions in which we live.”
Jest spora szansa, że my nie rozumiemy co się tam odjaniepawla, bo na podstawie 5 zmysłów i jakiegoś ego, to łatwo dojść do wniosku, że ‘lista najbogatszych’ to jest to
Ja jestem człowiek zmiana, a to że ogólnie my jako ludzie jesteśmy antyzmiana to a i owszem. Zmiana wywołuje ból, a my unikamy bólu… + stos innych programów, które nam ‘nie pomagają’.
Zmiana = boksowanie się ze sobą (ale plusem jest, że to ma sens, bo inaczej boskowanie ze światem, które jest bez sensu).
Gramatyki można się nauczyć stosując język, nie ma potrzeby rycia co jest podmiotem,a co orzeczeniem, i tłuczenia ludzi kijem po głowie za to.
To samo z ortografią.
A czytania ze zrozumieniem… Czytania może i szkoła uczy, a ze zrozumieniem to różnie… Tak samo ze słuchaniem. By default słyszymy słowa, ale nie słuchamy o co chodzi do końca, bo komunikacja to 55% mowa ciała, 38% ton głosu i 7% same słowa / komunikat…
Wg mnie zbyt dużo wagi przykładamy do ‘determinizmu’ albo ‘że geny’… Są badania na bliźniakach, przykłady (jeden słynny to Wim Hof i jego brat, który nie ma takich właściwości, mimo że te same geny). Powoli wychodzi, że geny można aktywować i czynniki środowiskowe są decydujące.
Można wytrenować ciało bez względu na geny (bardziej niż że geny i koniec nic się nie da zrobić).
Ja sobie wyobrażam, że kiedyś to mogła być zaawansowana cywilizacja, która się z tej planety ewakuowała… A że trzęsienia ziemii, wulkany itd itp to może nie zostało śladów (+ mogło być srogo kiedyś na tej planecie w ciągu miliardów lat)…
Albo dalej siedzą z nami, tylko operują na innej częstotliwości, do której jeszcze nie mamy dostępu… itd itp
Najbogatszy ergo nic nie musi, ergo to on jest kreatorem zmian, a nie musi mierzyć się ze zmianami
Ta nauka ma na celu, aby błogosławieni Ci co nie widzieli, a uwierzyli.
a czyż determinizm nie jest wynikiem warunków środowiskowych?
Wszak dopuszczalne jest, że biotop sprowadzany był kilkukrotnie do poziomu 0. Gdyby założyć, że dinki to był jednorazowy wypadek przy pracy spowalniajacy ostatnie rozdanie, to tak co 300-500mln lat układ moglby swobodnie restartować.
Rośliny potrzebują słońca, atmosfery z dwutlenkiem węgla oraz wody.
Zwierzęta potrzebują wody, atmosfery z tlenem oraz pożywienia w formie roślin albo innych zwierząt.
Na Marsie nie ma ani wody ani atmosfery. W nieistniejącej marsjańskiej atmosferze nie występuje ani dwutlenek węgla dla roślin ani tlen dla zwierząt. Film “Marsjanin” nie odpowiada na pytanie w jakim celu ludzkość pragnie zamieszkać na Marsie skoro Mars się do zamieszkania przez ziemskie formy życia nie nadaje.
Chcieć zamieszkać na Marsie to my sobie możemy: pytanie czy nas na zamieszkanie na Marsie stać. Problem jest analogiczny do chciejstwa zamieszkania w Monaco. Chcieć to jedno, chciejstwo to sfinansować to co innego.
Może się okazać że na zamieszkanie na Marsie pozwolić sobie będą mogli co bogatsi mieszkańcy Monaco.
To praktycznie to samo, co budowanie miast na dnie oceanów, tylko ma znacznie lepszy efekt ‘wow’ ściągający kasę, i znacznie gorszą logistykę niż dosłowne ‘drop shipping’.