Czyli pewnie istnieje tam wiele możliwości do exploitów, które można wykorzystać, trząsąc zarazem stabilnością światowej gospodarki… no po prostu cudne!
Cudna to jest zawsze odpowiedź królów na takie zagrywki kupców - wchodzą z butami i wynoszą wszystko na widelcach.
Dyskusja zawsze przebiega tak:
-opędzlowaliście mi niewolników’ bardzo sprytne, działka dla mnie (podatki);
-spoko wielki władco, przerzucimy koszty na niewolnych;
Kolejny etap:
-niewolnicy przestali robić i zwalają na was, muszę Was wyregulować;
-wtedy nie będziemy mieli z czego płacić;
-no to jakoś ich przycisnę butem;
Kolejny etap:
-opędzlowaliście mój aparat do ciśnięcia butem, teraz się nie słucha; będą konfiskaty;
-ależ władco - my się zaraz poprawimy, aparat właśnie dostaje zwrot za lata poprzednie i mieszkanka z rabatem; no ale chcielibyśmy redukcji obciążeń, bo to kosztuje;
Kolejny etap:
-doszło do niepokojów społecznych, ponieważ wydoiliście niewolnych to nie ma ich po co bić (but chce kopać zamożnych barbarzyńców, takich biednych to nie bardzo); teraz robimy tak - albo się niepokoje przekieruje na was, a żeby za bardzo się nie rozwydrzyli to sam was spacyfikuję jako wyzwoliciel luda, albo przyjdą z widłami i wyniosą mnie razem z wami; zgadnijcie jaka jest decyzja; o! widzę że co bystrzejszych to już tu dawno nie ma, a durniów nie szkoda - straż! straż!
Hanza raz wygrała wojnę z królem Danii. Ale tylko pierwszy. Króle są dobre w dogrywkach.
W USA jest etap przedrewolucyjny. Czyli dzieciaki z klas uprzywilejowanych w poczuciu czegoś tam odpalają szefów firm.
W Polin przebiegało to identycznie - rewoltę komuszystyczną przed 2WW zaczęły dzieciaki arystokracji (dostatnie pokolenie w krainie nędzy). Nie żeby zaraz rząd obalały - rozkręcały wózek. Te dzieciaki później stały się zapleczem kadrowym Partii po 2WW. Później się silnie związały z butem (klasa średnia posiadaczy przed 2WW, a po po prostu but zawodowy z dziada pradziada pod ułańskim czakiem).
O co chodzi w “zabezpieczeniu” kryptowalut ?
Że krypto to niby jakiś samochód jest i gang orzełka wymagać zacznie ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej ?
Kupuję krypto i jestem zmuszany do zakupu UST ?
Znam ten system. Zakup sety w barze możliwy był wyłącznie w połączeniu z zakupem małosolnego albo śledzia. System ten upadł bo zabrakło i śledzi i małosolnych.
o to aby zwykłą walutę elektroniczną nazwać kryptowalutą,
‘Stablecoiny’ to takie elektro-śmieci ręcznie sterowane przez małe grupki cwaniaków
“Tether” to IOU na dolara na przykład, jedyne co jest tam ‘krypto’ to zagadka, kto tym kręci
O to, by z chwiejących się fiatów zrobić jedną, kontrolowaną, zaufaną, nową, cudowną, dostępną, akceptowaną, uwielbianą… Albo kilka dla antymonopolu do wyboru
Tak.
Ponzi coin - chodzi o USD ![]()
Za Kayshap Sriramem z jego Twittera.
Bańki zawsze wygrywają. Ci, którzy są długo w bańce, tracą wszystko, gdy pęknie - lub, co gorsza, popadają w długi. Ci, którzy odmawiają udziału, tracą serce, ponieważ wydaje się, że irracjonalny entuzjazm może trwać wiecznie, a nikt nie chce spędzić życia jako Mike Wilson lub Peter Schiff.
Gry-walizacja inwestowania, opcje “0DTE”, memowe akcje i monety - to symptomy społeczeństwa uzależnionego od hazardu, ponieważ normalni ludzie nie widzą innego sposobu na awans niż ryzykowanie wszystkiego dla kaprysu. Powstanie OnlyFans to nie upadek moralny - to desperacja.
Podobieństwa między tym, czego jesteśmy dziś świadkami, a wczesnymi etapami hiperinflacji w Niemczech Weimarskich, przedstawione w książce When Money Dies, są tak otrzeźwiające, że nie mogę przestać o tym myśleć.
Jest to środowisko, które zdaniem FED uzasadnia obniżki stóp procentowych i więcej QE.
Tia… Czarny obelisk… nawet timing się zgadza ^^
Na wszystkich wektorach obserwowanych już to wszystko widać.
@AnonymousWorkaholic
Taktyka spalonej ziemi oraz “jak u nas będzie zapalenie płuc, to inni pomrą”?
Szanowny Panie,
Propaganda jest świetnym narzędziem w stosunkach międzynarodowych. Jeszcze 20 lat temu miało to jakieś uzasadnienie. Obecnie propagandę tą łyka już tylko Zapad, co nie najlepiej o nich świadczy. W naszą propagandę ma wierzyć przeciwnik, a nie my.
Wielkie lśniące kłamstwo: teraz jest nam lepiej. Nie - jesteśmy biedniejsi. Znacznie biedniejsi.
11 grudnia 2024, OfTwoMinds, Charles Hughes Smith
Armie dobrze opłacanych apologetów, aparatczyków i handlarzy propagandą – ekonomistów, ekspertów, statystyków, osób wpływających na opinię publiczną – spędzają całe swoje kariery na promowaniu wielkiego lśniącego kłamstwa pod tytułem: “Teraz jesteśmy bardziej zamożni niż kiedykolwiek wcześniej”. Jest to ewidentnie fałszywe, bo prawda – że jesteśmy o wiele biedniejsi niż 40 lub 50 lat temu – zakłóciłaby status quo, w którym nieliczni na szczycie kontrolują narracje i bogactwo, dopóki masy wierzą w propagandę, że wszystkim nam jest lepiej.
To jest powód, dla którego czterdziestoletni, ciągły spadek siły nabywczej płac musi zostać przykryty propagandą i zmanipulowanymi statystykami. Jeśli zaakceptujemy rzeczywistość naszego spadającego standardu życia i dobrobytu, to kilka reform zostanie uznanych za niewystarczające. Uświadomimy sobie konieczność reformacji, a nie tylko garstki standardowych poprawek istniejącej polityki.
Statystyki inflacji są łatwe do oszukania. Podobnie jak statystyki takie jak mediana płac. Oficjalna inflacja jest wypaczana za pomocą różnych sztuczek statystycznych (hedonistyka i to, co jest w koszyku cenowym), aby zaniżyć rzeczywisty spadek siły nabywczej. Istnieje tylko jedna prawdziwa miara dobrobytu: siła nabywcza godzin pracy / płacy. Nie ma znaczenia, jakie są wypłaty czy poziom cen. Liczy się: ile można kupić za godzinę pracy?
Fakt: w 1977 roku opłacenie miesięcznego czynszu za moją kawalerkę w najdroższym mieście w USA, Honolulu, wymagało 2,25 dnia pracy (18 godzin). W praktycznie każdym innym mieście czynsz byłby niższy. Miałem 23 lata i pracowałem jako niezrzeszony stolarz dla małego wykonawcy.
Wynagrodzenie było nieco powyżej średniej, ale bynajmniej nie rewelacyjne. Nie pracowałem w Goldman Sachs. Czynsz był uczciwy. Nie była to jakaś specjalna oferta oferowana przez krewnego.
Skoro było to tanie mieszkanie, zaokrąglijmy to do 3 dni pracy, aby zapłacić miesięczny czynsz. OK, więc ilu młodych pracowników jest dziś w stanie opłacić czynsz za własne mieszkanie za 3 dni pracy? Ktoś? Coś? OK, MBA z Ivy League pracujący w Goldman Sachs, zarabiający mega-sześciocyfrową roczną rekompensatę.
Dziś wymagałoby to stawki godzinowej w wysokości od 60 do 90 dolarów za godzinę. Mediana rocznego wynagrodzenia wynosi około 60 000 USD, czyli około 30 USD za godzinę - połowę lub jedną trzecią tego, co jest potrzebne do opłacenia czynszu za kawalerkę w drogim obszarze miejskim za 3 dni pracy.
Ważne jest, aby zrozumieć, że nie miałem jedynego taniego mieszkania w mieście. Większość moich znajomych miała podobne tanie mieszkania. Na rynku nieruchomości i w gospodarce było więcej zakamarków: więcej małych właścicieli i niższe koszty prowadzenia działalności. Jeden z moich znajomych wynajął przebudowaną chatę Quonset z czasów II wojny światowej na skraju ekskluzywnej dzielnicy. Inny mieszkał w starym mieszkaniu przy autostradzie. Inny wynajął domek w dzielnicy domów jednorodzinnych. Ja wynająłem na rok altanę przy basenie bogatej pary. (Większość przestrzeni była zajęta ich rzeczami, ale cena była odpowiednia.)
Duża część tych tanich mieszkań została zburzona lub przebudowana na drogie lokale na wynajem.
Fakt: w 1985 zapłacenie mojej indywidualnej składki na ubezpieczenie zdrowotne za miesiąc (54 USD) zajmowało około czterech godzin pracy. Nie było to ubezpieczenie-widmo z ogromną franczyzną — było to standardowe ubezpieczenie oferowane przez dużych i małych pracodawców. Jako osoba samozatrudniona płaciłem składkę sam. OK, niech podniesie rękę każdy, kto może zapłacić rynkową, niesubsydiowaną, nieobjętą gigantyczną franczyzną miesięczną składkę na ubezpieczenie zdrowotne (dla osoby fizycznej) z dobrym ubezpieczeniem i 4 godzinami pracy. Przy średnim koszcie wynoszącym około 350 USD miesięcznie według wiarygodnych źródeł, wymaga to wynagrodzenia w wysokości 87 USD za godzinę — mniej więcej trzy razy więcej niż mediana płac.
Koszty były niższe we wszystkich obszarach: mój miesięczny rachunek za media: dwie godziny pracy. Trzy pełne obiady w kawiarni dla klasy robotniczej - jedna godzina pracy. I tak dalej. Kluczowym wnioskiem jest to, że koszty prowadzenia działalności gospodarczej były niższe we wszystkich dziedzinach, więc wszystko, od napraw samochodowych po wizyty u dentysty, było znacznie tańsze. W porównaniu z teraźniejszością, potrzeba było bardzo niewielu godzin pracy, aby zapłacić za naprawę samochodu, wizytę u dentysty i inne usługi.
Mówi się nam, że nasze pojazdy są teraz o wiele lepsze, ale to również podlega dyskusji. Samochody i ciężarówki kosztują teraz fortunę, są większe, cięższe i zależne od elektroniki, której nie można naprawić w domu i której naprawa jest bardzo kosztowna. Co dokładnie sprawia, że są o wiele lepsze? Przypomnijmy, że przez dziesięciolecia wszyscy radziliśmy sobie bez kamer cofania i technologii głośnomówiącej w telefonach komórkowych. Spójrzmy na pojazdy jako na środki transportu, a nie na toczące się centra rozrywki.
Moja Honda Accord z 1979 roku (kupiona jako używana za 2600 USD - 7350 USD w dzisiejszych dolarach) działała przez wiele lat z niewielką ilością rutynowych czynności konserwacyjnych, mimo że miała 8 lat, kiedy ją kupiłem. Miała mniej więcej taki sam przebieg (40 MPG / miles per gallon) jak mój obecny Civic z 2016 roku, który ma większy silnik i jest znacznie cięższy. Czy jest to “lepszy” pojazd, biorąc pod uwagę, że naprawy szacowane na 3000 USD lub więcej są obecnie normą? Nadal mogłem samodzielnie wymienić uszkodzony czujnik w moim Civicu z 1998 roku. Teraz - zapomnij o tym.
Jeśli chodzi o łatwość naprawy, współczesne pojazdy są o wiele gorsze, niż wysoce niezawodne pojazdy sprzed 30, a nawet 40 lat. Biorąc pod uwagę niemożność zrobienia czegoś więcej niż wymiana oleju w domu i szalone koszty napraw, jasne jest, że hedonizm nie jest wart oszałamiającego wzrostu kosztów. To samo można powiedzieć o 4-cylindrowych pickupach z tamtej epoki, które wykonywały tę samą pracę, co znacznie większe, znacznie droższe i nienaprawialne dzisiejsze ciężarówki, które kosztują 80 000 dolarów. Ile godzin pracy wymaga obecnie posiadanie i obsługa pojazdu? O wiele więcej niż w przeszłości.
W latach 80. opłacałem roczne ubezpieczenie domu za kilka dni pracy. Czy teraz jest to możliwe? Oczywiście, jeśli zarabiasz 80 USD za godzinę. Nawet przy tej stawce, w niektórych regionach potrzeba kilku tygodni zarobków, aby opłacić ubezpieczenie domu. A jednak wszyscy jesteśmy teraz bardziej zamożni?
A co z kosztem budowy nowego domu? We wczesnych latach 80-tych zbudowałem swój własny konwencjonalny dom o powierzchni 1400 stóp kwadratowych z garażem na dwa samochody za 26 000 USD, co w przeliczeniu na dzisiejsze dolary daje około 90 000 USD. Aby w pełni zapłacić za mój dom, potrzebowałem 2600 godzin pracy (nie licząc pracy stolarskiej). Wykonałem wszystkie prace poza licencjonowanymi podwykonawcami (elektryka, hydraulika, wykopanie szamba, instalacja dywanów itp.)
Czy właściciel-budowniczy może dziś zbudować podobny dom za równowartość 2600 godzin pracy? Przy stawce 30 USD za godzinę daje to 78 000 USD. Powodzenia w budowie domu klasy średniej pod klucz (wszystkie urządzenia, podłogi itp.) za 78 000 USD, nawet jeśli sam wykonasz wszystkie prace stolarskie. To może pokryć koszty materiałów - ale może nie.
Mniej więcej w tym samym czasie (1983) zbudowałem wiele skromnych domów dla początkujących jako w pełni licencjonowany i ubezpieczony wykonawca za mniej niż 35 000 USD, co odpowiada 110 000 USD w dzisiejszych dolarach. Porównajmy to z dzisiejszą sytuacją, w której potrzeba kredytu budowlanego w wysokości 400 000 USD, aby zbudować nic specjalnego dla klasy średniej.
Czy domy są dziś “lepsze”? Pod względem jakości i trwałości materiałów i urządzeń są gorsze. Dzisiejsze materiały są niskiej jakości, podobnie jak urządzenia. 30 lub 40 lat temu można było kupić lodówkę, pralkę, kuchenkę/piekarnik itp. i wytrzymałyby one dziesięciolecia. Teraz słyszę tylko o kosztownych urządzeniach, które psują się w ciągu kilku lat - i takie jest moje doświadczenie. Dzisiejsze drewno jest również niższej jakości, podobnie jak sprzęt. Standardowe (tj. nie fantazyjne i drogie) zamki w 50-letnich domach są nadal nienaruszone i działają dobrze. Nowoczesny sprzęt jest - przepraszam za dosadność - w większości tandetny.
W międzyczasie, gdy koszty w godzinach potrzebnych do zapłacenia za podstawowe rzeczy gwałtownie wzrosły, apologeci i propagandziści wmawiają nam, że tanie telewizory i ubrania zrównoważyły upadek naszej siły nabywczej. Czy ktoś jeszcze uważa, że ta nieustanna fala kłamstw jest irytująco myląca?
Upadek jakości zniwelował siłę nabywczą zarobków. Dwa pokolenia temu można było kupić prawie wszystko, czego potrzebowałeś, za niską cenę, a produkt ten przetrwałby lata lub dziesięciolecia. Moja mama kupiła “zabytkowy” zestaw mebli do jadalni w 1970 roku. Biorąc pod uwagę kwadratowe gwoździe i inne wskaźniki, oszacowałbym, że miał wtedy 100 lat. Używam go do dziś, więc ma 150 lat. Ponownie posklejałem niektóre krzesła, ale poza tym od 50 lat nie generują żadnych kosztów.
Czy krzesła kupowane dziś w Ikei wytrzymają 150 lat? Naprawiłem wiele krzeseł, które rozpadły się w ciągu pierwszego roku. To samo można powiedzieć o prawie wszystkim, co jest dziś produkowane. To załamanie jakości dramatycznie zmniejszyło siłę nabywczą płac w fundamentalny sposób.
Następnie mamy ten wykres: udział płac w gospodarce, który spadł z 51,6% w 1975 r. do 43% obecnie. Biorąc pod uwagę, że PKB Stanów Zjednoczonych wynosi 29 bilionów dolarów, każdy punkt tego spadku przekłada się na duże pieniądze. 8% z 29 bilionów dolarów to 2,3 biliona dolarów. Istnieją różne sposoby pomiaru tego, ale rozumiesz, o co chodzi. Pracownicy otrzymują mniejszą część produkcji gospodarki.
Ile godzin pracy potrzeba teraz, by kupić niezbędne produkty i usługi, i jak długo te produkty wystarczają? Pod tym względem jesteśmy biedniejsi, znacznie biedniejsi. Po stale rosnącym opodatkowaniu i zapłaceniu za podstawowe produkty mamy mniejszy dochód do dyspozycji, który możemy zaoszczędzić lub wydać na rzeczy inne niż niezbędne.
W połowie lat 70. jadłem lunch z dwoma starszymi kumplami. Jeden z nich był nauczycielem w szkole publicznej (uczył przedmiotów ścisłych), który służył w Afryce Zachodniej w Korpusie Pokoju, a drugi byłym oficerem piechoty morskiej, który służył w Wietnamie. Obaj zgodzili się, że jeśli ktoś poważnie myśli o osiągnięciu czegokolwiek, co wymaga pieniędzy, musi zaoszczędzić od 40% do 50% swojego wynagrodzenia netto. Cokolwiek mniej wskazywało na to, że nie byli poważni.
Przy nawet przeciętnej dozie oszczędności było to całkowicie możliwe. Było to w zasięgu ręki. Ile osób zarabiających obecnie oszczędza 40% - 50% swojego wynagrodzenia netto? Oczywiście, niektórzy to robią, ale ilu robi to bez pomocy rodziny, specjalnych zniżek lub dotacji lub zarobków w górnych stawek płacowych 10%? Niewielu. I to jest dowód na to, że nie tylko jesteśmy biedniejsi niż 40 lat temu, ale jesteśmy dużo, dużo biedniejsi.
Jeśli odmówimy zaakceptowania rzeczywistości, jakie są szanse, że będziemy w stanie naprawić to, co jest zepsute? Urojenia i myślenie życzeniowe nie są skutecznymi strategiami przetrwania.
W sumie linkowałem do tego arta kilka postów wyżej, ale może tak jest lepiej? Wrzucić przetłumaczony art? Kto wie?
Nie tylko w stosunkach międzynarodowych. Cały trend próbujący motywować ludzi pokazując im jakichś ekstremalnie zmotywowaych i osiągających sukcesy ludzi ma to samo zadanie…
a w praktyce jest tak, że
każda z tych chorągiewek była kiedyś bardzo zmotywowanym człowiekiem ^^
Szczyt motywacji ![]()
Swoją drogą, to nawiązując do tematu wątku, czyli Core meltdown.
Zaobserwowałem dziś ciekawe zjawisko pod jednym z punktów handlujących metalami szlachetnymi. A mianowicie, niedawno dobudowali drugie okienko, a dzisiaj były tam kolejki… przez ostatnie naście lat ani razu tam kolejki nie widziałem. Teutoni chyba czują zbliżający się Weimar?
Natomiast w „Politico” jest ponury tekst o tym, dokąd zmierza Europa – i szczerze mówiąc, żadnych pozytywów tam nie znajdzie. Autor wskazuje, jak Europa w zasadzie radośnie idzie w kierunku katastrofy. Główny problem? Zafiksowanie się całego rynku na jednej branży i jednym kraju – czyli niemieckim przemyśle samochodowym. To niby był motor napędowy europejskiej gospodarki, ale okazał się jej największym problemem.
Unia Europejska praktycznie podporządkowała swoją gospodarkę potrzebom niemieckich producentów aut. Połowa wydatków na badania i rozwój w Europie – i tak dużo mniejszych niż w USA – szła na wymyślanie, jak ulepszyć silniki spalinowe, żeby spełniały normy emisji CO2. Efekt? Kompletnie przegapiono globalne trendy, takie jak technologie informatyczne czy rozwój samochodów elektrycznych. Europa skupiła się na „ulepszaniu starego” zamiast na tworzeniu czegoś nowego, i wypadła z globalnej gry.
Dodatkowo, gospodarki wielu krajów – zwłaszcza w naszej części Europy – zostały zredukowane do roli poddostawców i montowni dla niemieckich fabryk. A co teraz? Te same normy emisji, które miały być przewagą Europy, stały się gwoździem do trumny. W USA i Chinach normy te napędziły rozwój samochodów elektrycznych, z którymi Niemcy nie potrafią konkurować. Do tego normy te dobiły inne branże w Europie, która już zmaga się z wysokimi kosztami pracy, niską wydajnością i brakiem pomysłów na przyszłość.
Na koniec dochodzi jeszcze porozumienie handlowe z Ameryką Południową, które wygląda jak ostatni desperacki ruch. Żeby ratować niemiecki przemysł samochodowy, Unia Europejska wydaje się gotowa poświęcić resztki zdrowych sektorów gospodarki.
Brazylia jest największym na świecie importerem nawozów ze ZBiRu.
Gaz w proszku wysyłamy do Brazylii, Brazylia wysyła do EU żywność i nie importuje od ZBiRa gazu.
Wygląda na to, że członkowie pozbędą się Mumii Europejskiej zaczynając od wspólnoty prądu z Reichem ![]()






