Hajpowanie zombich

zróbmy referendum… kto nie jest głodny^^?

2 Likes

O tak :wink:

EDIT:
Tutaj się to nazywa NOW - Neue Office Welten :wink:

1 Like

Jest precedens, więc można mieć nadzieję.

1 Like

Pan ma dostęp do tych mitycznych badań? Pytam z ciekawości, bo przypadkiem wszystkim w wewnętrznych badaniach – tak tajnych, że nikt wynikami się chwalić nie chce – wyszło to samo, a mianowicie, że plotkować w pracy trzeba trzy dni w tygodniu. Nie mniej i nie więcej. Bo widzi Pan, ja jedyne co widziałem to widmo nadchodzącego krachu na rynku nieruchomości komercyjnych.

Nie, żebym się nie zgadzał, ale w tak światłym towarzystwie nie śmiem przedkładać własnych, anegdotycznych doświadczeń jako globalnego trendu.

2 Likes

Tak

A tak na serio to od pandemii spadają wyniki zadowolenia z pracy - w wewnętrznych oficjalnych ankietach naszego megakorpo. I to nie nawet kwestia finansowa ale w wielkim skrócie optymizm oraz work-life-balance jest pod psem. Mimo w zasadzie dowolności pracy zdalnej/hybrydowej. Ok, to jest jedna z obserwacji z twardych (oraz niepublicznych) danych. Ale wiadomo, correlation is not causation

Natomiast jak połącze to, z moim anegdotycznym ale dosyć szerokim (N = 20) wywiadem i to nie tylko u nas także w pokrewnych molochach ludzie narzekają (zarówno pracownicy jak i ogarnięta część managmentu) na spadek morale, spadek szybkości obiegu informacji i także na swoją psychologiczną izolację (dosłownie).

Jak to interpretować? Wg mnie praca zdalna nie tyle obniża wydajność pracy (bo sam jak mam zrobić X to wolę się zamknąć w ciszy i spokoju i w izolacji) ale obniża zarówno wydajność komunikacji (IM, telekonf etc są mniej wydajne niż zapytanie się kogoś biurko dalej) ale też utrudniają “eksplorację”. Tzn pytać konkretnie mogę tylko o “known unknowns”. Natomist podsłuchać podczas lunchu mogę także “unknown unknowns”.

Czyli reasumując:

  1. Praca zdalna nie tyle obniża wydajność tu-i-teraz
  2. Co obniża morale (bo spora część informatyków nawet jak są introwertykami to nie są odludkami i zwykle kawa-w-pracy im starczyła za całą interakcje społeczną, a tak została pustka i introwertykom ciężko jest eksplorowac towarzysko)
  3. Spowalnia obieg informacji
  4. W zasadzie anihiluje nieoficjalny obieg informacji (na to też np narzekał management, że przed zdalnością bardziej czuli co ludzi gryzie, a teraz ta pętla zwrotna jest osłabiona)
  5. i już jako ostatnia sprawa: efekt sieciowy: gdy prawie wszyscy pracują zdalnie to przychodzenie raz w tygodniu by rozwiązać problemy 2-4 jest bez sensu, bo prawdopodobnieństwo że kogoś spotkasz jest małe.

Czyli nie tyle ludzie gorzej pracują zdalnie, co ludzie “szybciej się wypalają”.

Wiadomo, jam Polak, zdalny, więc w Centrali jak przyjechałem to miałem dużo spotkań 1:1 i narzekałem aż furczało, to i współrozmówcy narzekali.

Stąd pomysły Matki Korporacji by biuro było w zasadzie jedną wielką kawiarnią z salami konferencyjnymi, a bo ludzie mają tam przychodzić dla nieformalnego obiegu informacji, a nie po to by klepać kod z słuchawkami na uszach.

u nas plotkowanie jest nieobowiązkowe, metoda marchewki. I z resztą co ciekawe działa (porównawczo). Bo tam gdzie biuro mamy jak z 1980 i Halt & Catch Fire to są pustki, a tam gdzie biuro jest kawiarenką to działa to dużo lepiej.

Moja prywatna uwaga jest taka, że 3 dni na plotki to za dużo, tyle że żeby taka zabawa miała sens, to manager musiałby ten raz na tydzień ludzi zabierać na lunch, żeby mieli motywację przyjść do biura na plotki. A managerom też się nie chce, wolą kija.

No i u nas praca w ogóle jest mocno sieciowa. Tzn muszę się użerać osobiście z ludzmi z 3-4 zespołów, poza własnym i poza zespołami “narzędziowymi”. Czyli wszystko jest mocno zależne od przypadku.

2 Likes

Miałem sam podobne spostrzeżenia.

Sporo razy byłem świadkiem, jak szef montażu, mający iluś podwładnych i ich podwładnych, zamiast sprawę na nich delegować, to sobie godzinę stał tak spontanicznie i wysłuchiwał utyskiwań pracowników na montażu… i mnie zaskoczyło, że

  1. ludzie otwarcie mówili co im na sercu leży
  2. on spokojnie słuchał i czasami o pewne sprawy dopytał, albo na niektóre zarzuty odpowiadał

Oooo tak. Choć ja mam projekty tworzenia fizycznych obiektów i montaż zdalnie nie pracuje, więc w czasach korony byłem często w firmie, bo bez regularnego omawiania z nimi spraw na ich stanowiskach montażowych, to bym daleko nie zaszedł.

A oprócz tego stworzenie przestrzeni, gdzie różne działy w miarę regularnie urządzają swoje “targi” opowiadając innym działom, a nie tylko kierownictwu, co robią i jaki jest progres.

1 Like
  • szykuje się obsuwa na REITach
  • powrót do biura od razu na pięć dni w tygodniu mógłby skończyć się buntem. Dlatego zaczynamy od trzech.
2 Likes

Wystaw tak dział księgowości i tylko kurz pod dachem się ostatnie.

I tak się szykuje, bo są rozwiązania konieczne i opcjonalne.
Konieczne to przestrzenie produkcyjne, bo towar zwożony jest ciężarówkami, musi być sprzęt do rozładunku, magazynowania, przetworzenia i załadunku aby wyjechał.
A opcjonalne to te wszystkie biurowce bez produkcji, magazynu i rozładunku.

3 Likes

Może wolta jest potrzebna i zamiast biurowców trzeba budować hale produkcyjne klasy A, jak np. VW:

6a3a25b00dc596c3216c68d5e31c21e1

4 Likes

to w teorii jest hala produkcyjna - w rzeczywistości to jest manufaktura.

Wrzuciłeś zdjęcia z Drezna: to miejsce postawiono w ramach rozkręcania produkcji VW Phaetona. Od 2016 roku składają w tej manufakturze elektryczne Golfy i wyobraź sobie co dzisiejsze wkręcanie bateryjek w Golfa oznacza dla Drezdeńczyka oraz dla jego dumy z własnych umiejętności które zdobywał integrując z karoserią sześciolitrowy silnik W12 albo pięciolitrowego V10 diesla i ręcznego (żaden robot tego nie ogarnia) montowania i spasowania drewnianych intarsji we wnętrzu pojazdu.

Budowy tej manufaktury osobiście pilnował Ferdynand Piech, podobnie jak i jakości produktów ją opuszczających. Cały zarząd koncernu jeździł Phaetonami i jak Ferdynand usłyszał od przydupasów z zarządu albo fumfli albo klientów że im “skrzypi” to w ramach “wizyty gospodarskiej” właściciela VW po hali latały takie panienki że dach w Dreźnie trzeszczał.

Za czasów Ferdynanda można się było po cichu, nieoficjalnie umówić na termin - wpadało się do Drezna i osobiście przyklejało się emblematy producenta do swojego zamówionego pojazdu kiedy schodził on z linii do magazynu. Można też było wziąć udział w testach zerowych własnego egzemplarza jako pasażer.
Za kółko nie wpuszczali, nawet przyszłych właścicieli.

Ferdynand miał dobry pomysł i dobrze go zrealizował. A później nastała era krawatów i pomysł na limuzynę z wyższej półki ze znaczkiem VW najpierw został planowo spieprzony: skasowano silnik V10 diesel przy braku następcy w postaci V8 diesla znanego z A8, skasowano z programu silnik W12 bez wprowadzenia jego następcy, rozwinięto projekt Phaeton 2 i podjęto decyzję o niewypuszczaniu go na rynek.

Po tym jak Ferdynand ewakuował się na emeryturę jego popłuczyny skasowały program Phaetona a manufakturę w Dreźnie zamieniły w cyrk z toczydełkami na bateryjki.

Ta fabryka przypomina dziś Niemcom że kiedyś byli potęgą i uświadamia im dlaczego już nie są.

Twoje pierwsze zdjęcie pochodzi z czasów elektrotoczydełek, drugie zdjęcie z czasów kiedy w Dreźnie produkowano jeszcze samochody.

4 Likes

Get real!
Pomyśl że coś się w takiej hali sss…
No i będę musiał przynieść skrzyneczki narzędziowe. Ponieważ mój podręczny zestaw skrzyneczek przewożę widlakiem, a naprawy często powodują “istotne ryzyko pożaru” to pracując na stanowisku nieprzygotowanym zgodnie ze zdrowym rozsądkiem (i dawno wystawionymi mi zaświadczeniami jakobym miał go wystarczająco aby to przeprowadzać) usunę ryzyka i postawię strażaka, żeby w razie czego podjął decyzje w swoim zakresie (gasić czy tylko mnie ewakuować z instalacji wciskając guzik po cięższe wsparcie, fabryki mają taki reżim ze strażakami, że cięższe wsparcie jest w kilka minut bo to przemysł utrzymuje straż ogniową).

Znaczy tego A nie będzie po pierwszej usterce, a faktury przekonają, że może nie trzeba przywracać stanu A. Jak nie za pierwszym razem, to po dwóch tygodniach spiętrzenie dotrze.

W razie gdyby jednak, w ramach oszczędności & lenistwa ktoś zdecydował, że mam nie modyfikować A tylko podjąć działania as is, to ja to wezmę na piśmie, a gdy dojdzie do pożaru (zawsze dochodzi, mam eksperiencję) wyciągam kwit, że chcący kazał i z mojej strony krzywdy nie zaznał. A w takim wypadku nie ma i tak.

Takie pokazowe bajeczki są wyłącznie dlatego, że w prawdziwych fabrykach jest syf nieakceptowany przez młodzież faszerowaną mainstreamem. Tyle że łun syf jest tam nie bez powodu. To tak działa, to nie jest popsute.

Zauważ, że pokazana produkcja zawiera elementy ruchome, a te działają z użyciem smaru, oleju etc. No i żadnego wycieku na tę magiczną posadzkę? Serio?
Z samej pneumatyki jaką pokazano byłaby mgiełka zamieniająca się w osad na ścianach.
I nie - nie ma aż takiego filtrowania do tego zastosowania, żeby doprowadzić powietrze do stanu kwalifikowanego do oddychania, od tego mamy oddzielne baterie filtrów (między innymi węglowych), których koszt produkcji i częstość wymiany wyklucza z takich zastosowań. To dopuszczalne jedynie w labie, gdzie pneumatyka jest zbyt blisko elementów optycznych, a wtedy (jeśli nie trzeba tym oddychać) stosuje się azot, a nie powietrze.

Co widać na załączonym obrazku.

4 Likes

Panowie, serdecznie dziękuję za wykład. @gruby z historii VW, @3r3 z realiów produkcji :wink:

Dział marketingu, reklamy, czy też księgowość w nowej rzeczywistości:

5 Likes

To tak, choć już widać, że szklane wieże będą przerabiane na kurniki, a wg Waszych sugestii płaskie hale biurowe na hale produkcyjne.

Raczej nie, jakiś poziom uzdalnowienia zostanie. Nawet Szataniści tną koszty.

To jak ze wszystkim w erze komodytyzacji. Kiedyś dużo rzeczy się robiło samo, poza zglobalizowanym rynkiem. Np dzieci, opieka nad dziadkami, pomoc społeczna, wojsko, zdrowa żywność, edukacja patriotyczna, etc. W epoce optymalizacji i komodytyzacji, by wszystkie te “darmowe obiady” były ugotowane, trzeba wyskakiwac z kasy. Tak samo z shadow IT.

a to nie było tak, że pomyśł od początku miał problem pt. znaczek VW? Że od lat '80 znaczek waży więcej niż obiektywna jakość? I trzeba było promować nową markę, a nie VW Phaetona. Honda-Acura, Toyota-Lexus, Nissan-Infiniti itd. Tak mówi Motobieda:) Co nie zmienia faktu, że to był ciekawy samochód i odpadł przez geniuszy po MBA i McKinseyu.

Dział reklamy to zjada big tech. Kiedyś było tak:

a dzis się klika jaki ma budżet i podaje link do strony co się chce reklamować i reszta ‘robi się samo’

2 Likes

w moim zrozumieniu tematu było odwrotnie. Znaczek VW dużo znaczył od czasów kübelwagena z Fallersleben ale po tym jak Helmut Kohl napchał niemieckim producentom kieszenie dodrukiem po zjednoczeniu Niemiec (który to dodruk DeDeeRowcy wydali na samochody z zapadu) a jednocześnie zabronił producentom samochodów wydawania tego keszu w Niemczech (Helmut rozumiał skąd się bierze inflacja) niemieccy producenci wyruszyli w świat kupować konkurentów, płacąc dodrukiem.

Wtedy i za ten dodruk właśnie VW kupiło sobie Seata, Skodę czy Lamborghini. Krawaciarze po zakupie ścięli w zakupionych fabrykach różnorodność produktów i wszystkie fabryki zaczęły klepać różne nadwozia na tych samych podwoziach (zunifikowane platformy “MQB” oraz “MLB” ).

Ferdynand dobrze wiedział że utrzymanie różnicy w cenie pomiędzy Skodą Superb a VW Passatem wymaga upgrade’u w poziomie marki VW. Dlatego wymyślił Phaetona oraz Touarega.

Ponieważ krawaciarze tego nie pojęli a nie miał im kto młotkiem poprostować paluchów ścięli VW Phaetona a Tuarega aktywnie sabotują do dzisiaj. Efektem tego ludzie kupują Skody a VW poszło w elektryki. Które to elektryki (rodzina “ID.x”) nie działają bo tak to już z prototypami jest.

W międzyczasie Volkswagenowi odjechała Toyota, zarówno wielkością produkcji jak i jej jakością, jak i technologią a krawaciarze z VW dostali po łapach za chachmęcenie z zawartością spalin w dieslach.

Teraz w VW jest dramat i jeśli o wyniki finansowe marki chodzi to koncern trzyma się na Skodzie, Seacie i na Audi.
No ale sami tego chcieli, managerowie po MBA …

2 Likes

A to zależy od firmy i konkretnej fabryki…
Dla przykłądu w takiej produkującej części do wiatraków tak to wyglądało:


I teraz w tej samej firmie, ale już w innej fabryce to tak:


A to wszystko w Indiach 10 lat temu :wink:

1 Like

Jeśli chodzi o produkcję dornów w supermarketach to obiło mi się, że ktoś gdzieś już…

Jakież to ma wesołe konsekwencje dla pracy wymagającej obecności.
Klienci są zdziwieni, że mają doliczany czas dojazdu jako czas pracy. No ale jak chcą dostępności w wyznaczonych godzinach bez dojazdu to prom Cię bardzo, będzie bez dojazdu^^
W ostateczności pracownik jest gotów w momencie rozpoczęcia godzin rozpocząć przemieszczanie.
Pan każe - musi kosztować.

1 Like

Co Ty mi tu porównujesz dział produkcji do sekcji magazynu?
Że ja taka guuuupia jestem i nie wiem czym się różni wróbelek?

Oczywiście że na magazynie jest w miarę czysto, na montażu też w miarę (bo się posadzkę przeciera), na obróbce się częściej zamiata, ale na samym wytwarzaniu to nie nadążysz, tam entropia jest dowożona autobusami.

2 Likes

Pudło.

Oba to działy produkcji. Po prostu ten ładnie wyglądający, to produkcja czego innego i czym innym. A konkretnie injection moulding z całym szeregiem maszyn tam do tego stojących. ^^

1 Like

Przecież widzę co tam jest - na jednym montaż, a na drugim dorabianie dupereli.

1 Like

No ale tam montażu niet. Tam, te 3 zdjęcia, gdzie pudła stoją, to jest produkcja części plastikowych w prasach wtryskowych.
M.in. takich:

Trzecie zdjęcie, z tych łądnych, pokazuje kawałek podłogi, gdzie stały małe centra obróbcze (do plastiku większych nie trzeba). A na drugim zdjęciu, z tych ładnych, w tyle w głębi stoi taka niebieska kańciapa, to pokój pomiarowy, klimatyzowany. Mieli tam maszyny Zeissa.
W te pudła, tam wszędzie stojące, pakowane było bezpośrednio to co z maszyn wypadało. Oni dla nas robili, i zdaje się nadal robią, podzespoły właśnie z form wtryskowych, w tejże właśnie fabryce.

A to jedno zdjęcie z tej paskudnej hali, to produkcja elementów wiatraków. Strasznie zapylone tam to było i bez maseczki ani rusz.

Zresztą, ostatnio sporo firm w okolicy u mnie miało dni otwarte, więc miałem okazję pozwiedzać ich fabryki… i nie powiem, ślicznie to wygląda. Mało gdzie jest syf.

Jedynie w lokalnej odlewni to tak to wygląda… ale to specyfika branży.

1 Like