Nie zapomnijcie w tabelce dorzucić rzeczy typu wydłużyć dobę czy tam skrócić sen po 7h szkoły + 7h domowego terroru + 7h drobiazgów typu języki, basen, rower czy inna deskorolka…
Chwila…
Słowem nie wspomniałem, żebym typa posyłał na zajęcia dodatkowe. No na boks - ale sam lubił komuś dać w mordę.
Cały proces przeprowadziłem bez ganiania króliczka na takie wygibasy.
To kwestia materiału na wejściu
Najszybsza nauka języka to dać gierę, gdzie trzeba zrozumieć tutorial i w większości odnosi się on do:
więc kaszojad nie wie czy robi angielski, matmę czy fizę, ale on tutka nie zaliczy? poczymaj mi mleko!
Popieram swoim przykładem. W szkole był ze mnie największy opornik do języków okupantów, ale przed PSXem słownik leżał i słownictwo dotyczące ustawień zawieszenia, silnika itd w motorsporcie opanowane.
Zajęcia ruchowe dobra rzecz. Ja dzieciakom rower aplikuje, bo sam lubię. A przy okazji jakieś narzędzia można przy przemycić, do łapki dać i pokazać co z czym.
Boks ma tę zaletę, że można założyć rękawice i dać gnojkowi w mordę bez znieczulenia
Ale tylko do czasu, bo się wyrobi. Najpierw uniki, później kontry.
Nie widzę ani paralizatora, ani ciężkiej, ojcowskiej ręki zsyłającej plagi, ani dwóch metrów trójfazowego kabla na grzbiecie… brak wskazówek co do praktycznych narzędzi wychowawczych na miarę XXI wieku.
Zarówno tradycyjne - przewodowe (kabel) jak i bezprzewodowe (paralizator).
To nie urządzenie jest problemem tylko mechaniki oprogramowania.
Trzeba wyjaśnić po co ten superkomputer w garści jest.
Najpierw pokazujesz że są tam gołe dupy. A przy okazji stellarium.
Przekleństwem i błogosławieństwem są dawki dopaminowe generowane przez używanie urządzenia.
Owszem, można pokazać i wyjaśnić. Ale lepiej od dopiero pewnego wieku.
Dzieci, którym oszczędzono wychowania od niemowlaka z smyrfonem w dłoni jakoś lepiej funkcjonują od tych, których rodzice tym kawałkiem techniki pacyfikowali .
Weź telefon bez oprogramowania i sprawdź jak szybko generuje dopaminę, kiedy mu klepiesz koda
To magiczny sposób przesyłu dopaminy od tych, którzy jej nie dostali klepiąc dp tych, którzy smyrają?
Nie dostrzegłem problemu.
W labiryntach gubią się wyłącznie nie dość bystre myszy
Warsztat, to taki level zabawek, który bije wszystko inne na głowę. A jak dzieciaki mają do wyboru klepanie w fona, albo wymyślanie sobie zabaw to wolą to pierwsze, taki fast food dla umysłu.
Zależy od wsadu jednak. Mój od lvl 7 miał chęć na motor. I to nie każdy, pierwszy lepszy, a koniecznie crossa. Dostał na lvl 8, i do lvl 9 jeździł przede mną prawie na baku i przejmował kierownicę oraz z czasem biegi. Na starcie lvl 10 sam spytał, czy może sam i w ciągu dwóch, trzech godzin z pierwszego biegu doszedł do końca skrzyni biegów. Moto dostał pod warunkiem, że będzie sam serwisował obsługę. Nie mówię o naprawach silnika ale łańcuch, oleje, filtry, linki itp. pod nadzorem moim najpierw, a później sam. I nie, nie chwyciło. Jeździć, to już skacze po rampach, ale obsługi brak jak się nie biczuje. Nawet spłukać karcherem ciężko. Ale biczowany zrobi wszystko sam.
Czysty cross to jak jeansy na kant.
Mój wtedy 4 latek jak parę razy nie miał łyżeczki do jogurtu, bo wszystkie były w zmywarce to, co prawda z oporami “dlaczego ja”, ale nauczył się, że rozładowywanie sztućców to jego obowiązki, a my możemy mu co najwyżej pomóc.