Ktoś poruszył temat grzebania po śmietnikach. Grzebanie po śmietnikach w Polsce miało swój prime w moim przypadku w latach ok 2011-2016 kiedy był peak umierania starej dobrej inteligencji (lub aspirujących) z roczników 1910-1930.
Mieszkałem wówczas w inteligenckiej dzielnicy Poznania (okolice Wojskowa, Ułańska, Grunwaldzka - dzielnice Grunwald/św Łazarz), sąsiedzi to prawie sami architekci, lekarze, wojskowi.
Prawie codziennie odwiedzałem kontenery z makulaturą, gdzie wyciągałem cudowne, często pierwsze, często nieczytane wydania książek, które niejednokrotnie stanowiły większość moich finansów w skali miesiąca a i dzisiaj część z nich znajduje się w moim posiadaniu (mam ok 2000 książek, przeczytałem ok 1000).
Już nigdy nie będzie takich emerytów, już nigdy nie będzie takich kontenerów.
Wracając jeszcze do tematu - w Poznaniu w roku 2020 w wieku 100 lat nietaktownie zmarła mi ciocia, lekarka na emeryturze od 1988 roku. Miała 2700 emerytury, była niezamężna i niedzieciata.
Jej najbliższa rodzina to była siostra milionerka z USA, która zmarła w 2024 w wieku 97 lat. Siostra dorzucała jej hajsu na życie.
Oraz prasiostrzenica, osoba zamożna z Warszawy, która też dorzucała jej na życie (utrzymanie, opiekę).
Ciocia była otoczona wianuszkiem przyjaciół i moją osobą (byłem jedynym nędzarzem w otoczeniu btw)
Także przy pewnych okolicznościach (rodzeństwo i ich potomkowie) nawet skromna jak na 99 letnią, samotną osobę emerytura może nie być dramatem.
Ciocia zaproponowała mi mieszkanie po niej (ok 70m dobrze położone w Poznaniu), ale odrzuciłem, bo uważałem że to niegodziwe. Dobrze zrobiłem, bo nigdy bym nie założył geszeftu antykw i nie znalazłbym się na tym forum.
Poprosiłem żeby mi zapisała książki, szkło i grafiki ewentualnie. Nie zrobiła tego.