Sto pytań do 3r3

Może gdzieś było i nie znalazłem. Może ktoś już napisał…

Jeśli oczywiście można w ogóle Szanownego Pana.

Jestem ciekawy jak @3r3 zaczynałeś swoją przygodę z tym co teraz robisz? Albo inaczej jak to się stało, że teraz jesteś tam gdzie jesteś.

Nie interesują mnie super szczegóły. Wiele można przeczytać między wierszami w innych miejscach.

Jestem ciekawy po prostu ile czasu zajęło Ci dojście do satysfakcjonującego miejsca w życiu (albo tego w którym teraz jesteś) i jak to się stało.

Czemu pytam?

Bo brakuje mi akurat w Twoich wypowiedziach i @gruby Grubego pewnych detali. Piszecie o sprawach, które są … hmmm … nie wiem nawet jak nazwać. Interesujące, natomiast bardzo rzadko jestem w stanie sam dojść do tego, jak dużo ciężkiej pracy musieliście włożyć w to i ile ‘porażek’ to kosztowało…

1 Like

Niezłe pytanie, też chętnie posłucham opowieści : )

Jeszcze nie jestem ukontentowany - możliwe że nigdy nie będę^^

Przyznam że ilość i ciężar porażek był niekiedy przygniatający.

Podejrzewam że to nie jest kwestia wyboru. Z racji iż nie mogłem zostać bohaterskim łowcą mamutów jak przodkowie pozostało zostać przedsiębiorcą.
Przychodzą ludzie do szefa firmy, oddają się pod rozkazy na pół dnia każdego dnia i weź im zmajstruj do roboty coś takiego co zapewni im lepsze rezultaty niż jakby sami sobie mieli wykombinować. To jest coś w stylu prowadzenia przedszkola. Każdemu się wydaje że jest dorosły, a dowodzenie nimi wygląda jak opieka nad dziećmi.
Bardzo mnie ciekawi że jakoś nie idą tak do rabina, księdza czy lokalnych polityków tylko właśnie do przedsiębiorców przychodzą żeby im życie organizować. Jeszcze sobie zbiorowo uroili, że to jest obowiązek przedsiębiorców aby im organizować. A jak przedsiębiorców brakuje to każą politykom jakiego mianować - na pewno się nada, tylko zasuwać trzeba za bezdurno i żadnego z tego pożytku (przypomnijmy choćby jak bantustan zapłacił podwykonawcom wybranych przez bantustan wykonawców za budowy dróg w 2012).

Po pewnym czasie zbudowanie firmy od podstaw i zarobienie miliona rocznie wchodzi w krew.
Są takie typy co jak się ich zostawi z siekierą w lesie to las ma przerąbane.

W inżynierii drakkaru tu i ówdzie zwracam uwagę na to jakie są konsekwencje tego. Będzie jeszcze tekst o różnicy między karierą a pracą. Nie każdy się do tego nadaje. Większość ludzi świadomie nie wybiera kariery z tego powodu, że nie będzie realizować ona ich potrzeb. Powszechnie wydaje się że ludzie jak zarobią to jadą na jakieś wyspy klepać murzynki po dupach. W rzeczywistości czegoś takiego jak urlop bez spotkań biznesowych nie występuje, a wszelkie wyjazdy weekendowe są wymuszone przez kobiety.
Bo to trzeba zacząć od takiej kwestii, że trzeba się zająć ludźmi - zorganizować im to czego oni sami sobie nie potrafią. Trzeba na to środków - do byle kogo się nie zwracają z udzieleniem pracy na kredyt, trzeba mieć solidną opinię, wizję, coś co skusi ludzi właściwych do zadań - to nie jest takie proste w wymagających branżach.

1 Like

To ja się podłącze w ramach 100 pytań.
Gospodarzu, dość regularnie wskazujesz na efekt Flynna jako korzystny i dający kopa naszym możliwościom. Ale nie masz czasem wrażenia, że jest w tym potrzask i w efekcie otrzymujemy programistów, którzy zapominają jak się programuje, gdy Stack Overflow jest niedostępny?

2 Likes

Efekt Flynna jest rezultatem pomiaru pewnych abstrakcyjnych uogólnień ze zmyślonych testów.
Zaradność rzeczywistą mierzy zaś rezultat rzeczywisty. Natomiast niedostępność systemów eksperckich (choćby pisma) jest upośledzeniem takim samym jak odrąbanie ręki.
Równie dobrze możesz postawić zarzut, że generał bez armii nie wygra wojny - oczywista oczywistość. Systemy eksperckie są jednak podsystemami odciążającymi nasze zdolności kognitywne, które to zamierzmy coraz bardziej integrować z naszą biologią.
Mnemotechniczne wkuwanie książek na pamięć nawet nie jest przedmiotem dyskusji w nauczaniu - jest po prostu zbędne. A jeszcze pół wieku temu było koniecznością.

Pewne aspekty dominacji nad innymi istotami żywymi (w tym innymi homo sapkami) stały się dziś tak abstrakcyjne, że poddani nawet nie wiedzą że skapitulowali i wykonują działania na rzecz suwerena - użyteczni^^

1 Like

Mój rekord to lekko ponad 105 godzin w tydzień. Przepracowanych, tak uczciwie. Jak tylko walnęło to rzuciłem wszystko inne w … no sam wiesz gdzie i zakasałem rękawy mimo tego że nikt mnie o to nie prosił ani tego nie oczekiwał (to nie moja działka była, tak szczerze mówiąc). Ale wszyscy inni się jakoś tak po kątach pochowali i udawali kwiatki. A ja wręcz przeciwnie.

Problem + analiza + propozycja kuracji + lekarstwo + jego zaaplikowanie + test tego wszystkiego co tam namodziłem. Po dwóch dniach na nogach wysłałem teoretycznie odpowiedzialnego za ten burdel do domu bo nie miałem z niego żadnego pożytku.

Efektem tych 105 godzin z hakiem pewna firma na rynku jeszcze istnieje bo poszło w rzeczy samej na ostro a była to firma której jedynym assetem było zaufanie klientów. I akurat ta firma nie mogła sobie pozwolić na zastopowanie zautomatyzowanego procesu produkcji i sprzedaży bo oznaczałoby to wylot z rynku. Więc go przyhamowaliśmy tłumacząc się nawałem zleceń. W rzeczywistości zlecenia trafiały na hałdę a my grzebaliśmy w bebechach. I była to jazda po bandzie z tego względu że nie dostarczaliśmy produktu przyjmując zlecenia więc zaczęto nam grozić tym i owym, rzecz w biznesie normalna a tym bardziej zrozumiała kiedy kasujesz ale nie wydajesz.

Telefonów do domu z tekstem “nie wiem o której wracam” nie liczę i ciągle się jeszcze one zdarzają.

Do tego dochodzą wielokrotne przeprowadzki, rozłąka i kilkukrotne walnięcie dupskiem o lód tak solidnie że się lód załamał i rodzina mnie za uszy z bagna wyciągała. Do tego dochodzi nauka nowych języków, nowych krajów, nowych przepisów, poznawanie ludzi oraz ciągłe szkolenie samego siebie. Trzeba być nieskończenie ciekawym oraz wiecznie (z własnych) wyników niezadowolonym. A utrzymanie się na rynku wymaga zdolności zbudowania motocykla kiedy klienci pytają o rowery.

2 Likes

Tyle ze jak Tobie prywatnie powiedzialem- zasuwales zasuwales a Pour le Merite za to nie dostales.

Widze to ze swoich zyciowych doswiadczen ze emigrant to ma byc z definicji chetnym tanim niewolnikiem. Tanszym 3x niz lokals, zapindalac 4x wydajniej niz lokals i cierpic na mutyzm - nic nie mowic, ze cos mu sie nie podoba a zapytanym o to jak sie czuje - odpowiedziec - dziekuje za szczodrosc lask panskich, ze mam zaszczyt pracowac tu w tej firmie i chcialbym jeszcze wiecej obowiazkow…

Jezyki nowe daja nowe mozliwosci. Chociazby komunikatywny chinski - robi pewne wrazenie. A jak umiesz po rosyjsku to w warunkach firmy zawsze moga myslec -co on klientowi tak naprawde opowie a moze mu powie - sluchaj Pan, Pan potrzebujesz produktu X. No owszem tu jest, ale nie taki jakiego Pan potrzebujesz. Porozmawiamy w weekend o zaspokojeniu potrzeb.,

2 Likes

Brodaty KItel zrobił reportaż o wyczynach szwedzkich wojaków w segmencie handlu uzywakami na wielką skalę:

emisja dzisiaj o 20.00

w zajawkach te słynne napady wosjkowych czy tam emerytów wojskowch na konwoje w Szwecji, potem handel używkami, trup ściele się gęsto - rozrywka dla widza na weekend, choć pewnie u siebie nie będziesz w stanie tego reportażu zobaczyć. To może ktoś z Kolegów sobie zobaczy.

W każdym razie szwedzki folklor przestępczy :slight_smile:

2 Likes

No, ok, ciężko pracował ale czy jest w tym coś złego ex definitione?

Nie wszyscy mogą sobie powiedzieć, z racji szlachetnego urodzenia, że będą pierdzieć w stołek z przerwami na polowanie na lisa albo że “spekulacją i macą ludzie się bogacą”…

2 Likes

I dlatego własnie, z uwagi na umiejętności, cechy charakteru i historię drogi życiowej, jesteś wicekrólem w naszym królestwie tu :slight_smile:

Że królem jest 3r3, to mam nadzieję, nie chowasz urazy ani nijakiego przewrotu mu nie urządzisz, nawet strony internetowej nie sparaliżujesz :wink:

2 Likes

To żeby tak podać przykład z “teraz” - wstałem sobie późnym popołudniem przed ósmą, siadłem do pisania tekstów, zaplanowałem sobie zbijanie bąków na cały dzień.
Nic to - na pocztę zawitało dziewięć głupich pytań ze skarbówki, które jeszcze trzeba udokumentować, a w Babilonie brakło jakiegoś kluczowego materiału eksploatacyjnego, który w pl można dostać od ręki na telefon choćby i w środku nocy, a tutaj jak go nie znajdę w jakim własnym magazynie to dostanę najwyżej jakiś supermarketowy z tym że już sprawdziłem - nie ma go na magazynie. Zaraz więc wskoczę w drelich i ruszę ratować plan dostaw na poniedziałek.

1 Like

Medale mi niepotrzebne. Każda organizacja posiada dwa obiegi informacji i dwie hierarchie: ta oficjalna sterowana tytułami i pozycjami oraz ta nieoficjalna sterowana wiedzą, umiejętnościami i jajami. Awansowanie w tej nieoficjalnej hierarchii jest możliwe nawet wbrew hierarchii oficjalnej co doprowadza do kuriozum w którym władza skupiona jest w jednym ręku a odpowiedzialność w innym. Tyle że ta nieoficjalna hierarchia jest niedostępna dla mianowańców, ludzi z plecami czy synalków swoich tatusiów.

To jest merytokracja stosowana i drapanie pazurami żeby się po jej szczeblach wspinać jest mocno satysfakcjonujące bo jak możesz sobie wyobrazić te grupy utrzymują ze sobą kontakt również poza granicami swojej macierzystej ogranizacji. Od pewnego poziomu to nie Ty szukasz pracy lecz praca Ciebie. Bo znajomości z oficerskiej popijawy to jedno a władza zepchnięcia firmy w przepaść to co innego. Jak każda hierarchia nieusankcjonowana tak i ta o której piszę uruchamiana jest w sytuacjach kryzysowych co z kolei oznacza że hierarchia oficjalna może pomiatać nieoficjalnymi powiązaniami tak długo jak długo porusza się we własnej strefie komfortu. Dlatego mądrzy władcy tolerują u siebie szarą strefę bo to ona decyduje o zdolności do przeżycia i zasada ta odnosi się zarówno do firm, państw, mafii, episkopatu jak i policji politycznej.

2 Likes

tak, masz racje.

W warunkach jednak duzej firmy zasilanej przy fatalnym zarzadzaniu pieniedzmi osoby tak bogatej ze az strach jej nazwisko wymieniac -podatnik - nie ma znaczenia czy Ci u koryta robia straty czy zysk. Sa nieusuwalni a szklany sufit pilnuje by zaden z niewolnikow nie wybil sie zbyt wysoko.

W warunkach lazaretu to nikogo nic nie obchodzi, czy jest 100 milionow Euro zysku czy 250 milionow strat to zycie sie toczy po staremu

1 Like

Robisz zatem w branży kierowanej przez idiotów. Co jest z kolei mocnym sygnałem żeby zacząć zastanawiać się nad jej wrogim przejęciem. I to wrogie przejęcie już zaczęło się dokonywać: popatrz sobie chociażby na te reklamy w których usługa montażu implantów oferowana jest po drugiej stronie granicy. Ba, doszło już do tego że oszczędność na biurwie jest taka że dwutygodniowe wakacje w Pradze w pięciogwiazdkowym hotelu z samolotem i flat rate do burdeli na miejscu nic nie kosztuje jeśli pacjent zdecyduje się na całą serię implantów. Sam siedzisz na pograniczu: nie myślałeś o jakimś near shore biznesie ?

2 Likes

zwłaszcza, że Sudetenland nie tak daleko :wink:

2 Likes

Czyli trzeba się stymulować całe życie. W sumie trupa ciężko stymulować, więc chyba to synonim życia…

Nadawać się można nauczyć, tak wynika z mego doświadczenia… Pytam i będę pytał (dopóki gromy się na mnie nie posypią), bo mam jeszcze trochę życia przed sobą, a od urodzenia, usilnie mam wgrywanego softa (dałem sobie wgrać) pt. jestem lemingiem… Nie ważne jak mocno i dobrze jest on wgrywany, nie osadza się i mój mózg i dusza odrzucają tego softa… Tylko trzeba go odrzucić z głową, bo zagrania na rympał już mi nie w głowie.

Stąd jestem ciekaw czy mieliście swoje garaże? Czy pewnego dnia uderzyliście się w głowę i powstała myśl - będę? Czy rodzina / rodzice, okolica się składała z garażowców? A może już ‘krwiopijców kapitalistów’?

Ja dopiero zaczynam się próbować wyrwać z mrowiska zwanego osiedlem, i próbować założyć własne… Jakiś dom z garażem… cokolwiek do dłubania… hmm…

Gratuluje… Ale ale. Mój przyjaciel ma rekord 112h. Jak pojechał do juesendej na J1 na studiach…

Dobre. Rezonuje to z wieloma wypowiedziami, i nawet powyższą 3r3. Tylko jak pozostać wiecznie niezadowolonym z wyników, nie wpaść w deprechę, i nie nadużywać substancji lub jakichś aktywności…

Do tego też pewnie się będę przymierzał. Chiński podobno podobno dobra rzecz… Na pewno nie zaszkodzi…

Z tego co się orientuję, i z tego co mówią jakieśtam mądre książki, to przyczyną upadku i pojawienia się nowego ‘gracza’, czy to na osiedlu, czy to na osiedlu zwanym Ziemią, jest stagnacja starego, z tych powodów, które wymieniłeś. I to chyba naturalna rzecz, że jednak nie da się być na samej górze wiecznie…

1 Like

Branza kierowan jest przez idiotow. Natomiast do konca swiata i jeden dzien dluzej bedzie utrzymywana przez podatnika bo lepszego klienta nie wymyslono. On czy chce czy nie chce zaplaci za uslugi, nawet te niezamowione i nawet bardziej za niezamowione niz zamowione. Znasz jakas relacje, gdzie klient nie decyduje o niczym, sprzedawca nie decyduje o niczym - ale biurwa o wszystkim?

A przejecie tego to wyczyn niczym przejecie KGHM i Orlenu przez 3r3.

Pisalem juz kiedys. Aby osiagnac sukces trzeba:

a) robic rzeczy lepiej niz inni. Bez doswiadczenia i bytnosci na rynku nierealne.
b) robic rzeczy taniej niz inni - bez know how i efektu skali nierealne. Nie zrobisz w garazu masowej produkcji skrzyn biegow, ktore kupi Audi.
c) robic rzeczy, ktorych nikt inny jeszcze nie robi. Byc pionierem i wyznaczac trendy.

Tylko to moim zdaniem daje szanse. Inni beda sie smiac - a ktos konsekwentnie - a po jakims czasie juz sie nikt nie smieje.

W czasach gdzie 90% rynku np. produktow zywnosciowych nalezy do 15 ogolnoswiatowych korpo nie mamy szans.

2 Likes

Dobrze, że myślisz w ten sposób.

Jak widzisz, Koledzy nie zbywają Cię w stylu “trzeba mieć wagon bananów, sprzedać z zyskiem, kupić dwa wagony bananów, sprzedać z zyskiem a potem to już poleci…”

Każdy coś tam od siebie dodaje i sobie to w głowie poukładasz.

A propos układania: już pewnie sobie z tego zdałeś sprawę ale dla porządku: to tylko takie głupie memy, że “układy są złe”, są “niezgodne z demokracją”, “są naruszeniem prawa”.

W rzeczywistości “układy” są istotą interakcji międzyludzkich i pozwalają na uorganizowanie większe niż wspólne polowanie na mamuta.

“Układy”, gdzieniegdzie nazywane “Siecią Starych Kumpli”, to sposób wiązania się ludzi który pozwala tym ludziom na zaspokojenie ich potrzeb jakich albo nie potrafiliby sami zaspokoić, albo kosztowałoby to więcej mocy swobodnej.

No i masz potem: kościoły, masonów, mafie, wojsko, starozakonnych, opus dei - co tam komu pasuje i jaki ma zakres możliwości wkupienia się.

Generalnie: sam zdziałasz niewiele. W kupie siła. Dlatego czy to będzie fartuszek czy drelich zakładów zbrojeniowych, koloratka czy duży czarny kapelusz z szerokim rondem i przyczepianymi do niego pejsami - join it!

Samemu - to się można tylko ogolić.

2 Likes

Gdybym w rodzinie nie miał dyrektora szpitala to bym nawet to kupił. Ale niestety nie - jak nie ma śmietany to nie bardzo jest czym płacić na lewo (stanowiskami).

Chciwość do siódmego przeszczepu^^

Tylko że udzielenie sobie informacji “nie jestem lemingiem” ma taki sam sens jak “nie jesteśmy kolonią!”. No jak nie kolonią to można być krajem okupowanym - też pięknie.
Trzeba się dowiedzieć do czego ma się predyspozycje, a nie pohukiwać kim się nie jest. Bo dla wielu mianowanie na leminga to lepszy los niż ten co ich czeka w samotnych zmaganiach.

W latach dziewięćdziesiątych był taki bałagan że pojęcie etatu & zatrudnienia uchybiało ludzkiej godności - każdy kto mógł był przedsiębiorcą i robił biznes. Jeśli ZUS padnie to jestem w plecy rok składek z nastoletnich lat naliczonych od najniższej krajowej - może sobie paść nawet dzisiaj.

To jest próg którego może się nie udać przeskoczyć tak łatwo. Co sugeruje że z miast należy uciekać.

Wysoką korelację z wysokim intelektem i sukcesami ekonomicznymi ma przyjmowanie depresantów (alko, opiatów).

Zrobiłem sobie kiedyś interes oparty o ten strumień - jak mi pagoni soli na ogon nasypali to się od razu po drugiej stronie morza zameldowałem.

Nie samą żywnością człowiek żyje.

Bo to są pomysły godne Misesistów teoretyków. A tu trzeba kraść tory po jakich jeżdżą wagony z bananami.

Wspólne zepchnięcie stada mamutów w przepaść i wyżera^^

3r3 - nie zgadzam sie z tym dytrektorem lazaretu. Doskonale wiesz ze w gospodarce centralnie planowanej planowo traci sie zaufanie i faksem przychodzi odwolanie np. za neipodwyzszenie pensji kapelanowi szpitalnemu lub inne rzeczy.

Niegospodarnosc malo kogo obchodzi, zawsze sie oddluzy czy to z pioeniedzy powiatu czy wojewody?

Taki szpital w Grudziadzu ile ma setek milionow dlugu. Kogos to obchodzi? Biurwa zyje jak zyla.

A co do przemyslu -ile dzisiaj firm robi na swiecie huty metali niezelelaznych? Wraz z czesciami do elektrorafinacji? Tez nie za duzo, prawda?

Albo reaktory - niby kuty kociolek ze specjalnej stali, ale tylko kilkanascie firm potrafi w skali globu.

Przypomina FCMG