W piątek puściłem info o nowym oddziale w Krakowie, w sobotę mieliśmy pierwszy DDoS. Albo staropolska gościnność dilerów z Krakowa, albo ktoś po prostu nie lubi, gdy inni coś robią.
Przez 15 lat nie miałem w sklepie klienta z Niemiec. Natomiast spodziewam się, że w Berlinie stałymi klientami są Polacy, którzy coś chcą kupić, ale nie u tego chuja Słomskiego. W tej gadce tutaj wyraźnie się to przebija, to nie jest nowa myśl, ta rozkmina była już nie raz wałkowana w głowie
Owszem można taki scenariusz rozważać.
Jednakże zwracam uwagę, że jest też inny mechanizm. Typowy błąd poznawczy, który polega na tym, że zanim sobie ktoś coś kupi, to patrzy w porównywarki cen i widzi, że trawa jest bardziej zielona gdzie indziej.
A potem popatrzy po stronach dilerów i widzi, że taka strona sklepu 79th element, w porównaniu z praktycznie każdą ze stron sklepów z listy na gold.de czy z innych krajów, jest niezwykle uboga w treść.
Czyli kolega zrzuca winę na swój brak sukcesu w sprzedaży “na głupich polaczków, co wolą u niemca kupić”, a nie patrzy na merytorykę swojej oferty. Hmmm…
Spox, nie jest źle. Ktoś zapomniał o śledzeniu google ads, fb…
Może warto pomysleć o tym, że strona korzysta z własnych zasobów, a nie przekierowuje na inne serwery. Czyż dyskrecja nie jest zaletą w tym biznesie?
Tylko Krakusy w swoim horyzoncie myślowym wykrajają spory kawałek dla sztuki czy antykwariantów. Kiedy miałem w ofercie dużo dużo książek, grafik, sztychów w cenach kilkaset - dwa tysiące złotych to Krakusy faktycznie kupowały. W każdym dobrym, aspirującym lub kontynuującym tradycję krakowskim domu jest sztuka czy starodruki. Nawet jeśli zarobki kręcą się w okolicach 10-15 tysięcy miesięcznie netto (czyli przeciętnie jak na Kraków).
Chodzi o to, że na forum masz prawie wyłącznie szpaki (ptak kosmopolityczny). I cebuliony to waluta obca. Więc kupowanie w tak egzotycznym kraju jak Niedorzecze nie ma podstaw. Szczególnie, że w Polin przy zakupach to numer buta, długość f, ksero dowodu czy inne zawracanie (przynajmniej formalnie), a w Rzeszy czy Est (gdzie i tak z obowiązku lub przejazdem się bywa) towar jest.
Gdyby jednak wykazywać tezę o “chujności niejakiego Słomskiego” to sytuacja wygląda tak:
-są forumowicze którzy współpracują (czas dowolny/przeszły/dokonany ze Słomskim) więc problemu zaufania nie ma;
-ale z innymi też, więc w tamtą stronę tak samo blisko;
-być może niejaki Słomski jest na forum, ale… inni też;
-żadnego Słomskiego na zjazdach nie było, a inni byli;
-niejaki Słomski jest teraz (kiedy kryzys), a łune byli jak była górka (i szpaki kupowały), i jeszcze później odkupowali;
-kiedy szpaki kupowały i sprzedawały to mając kontakty przez oba kanały wybierały ten który mniej fatygował (prawie ten sam kanał po osobach) bo nie miały czasu na zawracanie sobie; no i wypadało, że do Słomskiego jest pod górkę w danym czasie; co akurat może nie jest wadą samego Słomskiego, tylko cygańskiego księcia;
Teza o chujności nie ma zatem istotnych podstaw.
Chiba nie. Bo ja nawet nie wiem jak wygląda strona kiedy kupowałem (no chyba, że potrzebowałem spuścić konto przez Tavex, ale tam też wszystko było na maila i telefon). W zasadzie to pisałem lub dzwoniłem do forumowicza i albo przywoził (jak było po co jeździć) albo akurat wpadałem z wizytą. Cena jest jaka jest, one się aż tak bardzo nie różnią.
Raczej gdzie indziej mamy już przetarte szlaki i jest mniej pod górkę.
Skoro tak reagujesz na informację zwrotną, to dlaczego w ogóle o nią pytasz?
Poczytuję bloga jakoś od 2009. Przez lata wielokrotnie widziałem na nim komentarze sugerujące, że antagonizowanie “klerykarnej” części społeczeństwa być może nie jest najlepszą drogą, aby budować biznes. Wiele lat zajęło, zanim z bloga zniknęła adnotacja, że jest “antyklerykalny”
Być może forma reakcji na informacje zwrotne spowodowała, że ludzie już ich nie chcą udzielać? Nie wiem, ale się zastanawiam.
No właśnie. Patrzysz, a nie widzisz.
Konkurencja zza Odry oferując ceny często niższe niż w sklepie 79th, oferuje klientom wartość dodaną, szeroko dzieląc się z nimi wiedzą, czy to poprzez dział FAQ czy poprzez książki i publikacje.
Jak wygląda dzielenie się wiedzą w wydaniu 79th?
@rpis Mam tę, wyżej wspomnianą publikację jako 9MB PDF. Teoretycznie mógłbym gdzieś uploadować, żeby się inne kumotry nie fatygowały z zamawianiem tego gratisa. Ma to sens gdzieś u nas to wrzucić?
a nie jest tak, że dokonują w głowie pokrętnego wywodu “co prawda muszę pokazać paszport/dowód e Berlinie, no ale przecież oni nie przekażą informacji do PL a ja nie zgłoszę przywozu Au o wartośći większej niż 10 tys. euro do PL straży granicznej ani urzędowi celnemu”?
może im się wydaje, że mają większą szansę na anonimowość, choć wiemy że to iluzoryczna nadzieja
Czy kiedy kupujesz frytki (za powiedzmy 10keur) to też zgłaszasz?
Czy może je zjadłeś i nie wwozisz?
Z faktu zakupu nie wynika przewóz.
A co się ze zootem stało “nie wiem, nie pamiętam, może był tam bezdomny z Torunia i mu wrzuciłem do kubka?”. Bezdomni z Torunia są niepodważalni - jest precedens^^
Może porzucili tę nadzieję i mają dowód Sierotki Marysi, a sprzedawca wszak nie ma kwalifikacji (nie ma ich uparcie gdyż jego stosunek do biurwich obowiązków jest jego prywatną sprawą^^) na decydowanie czy okazana kenkarta wydaje mu się podejrzana? Wszak środek płatniczy był wiarygodny więc domniemuje, że reszta też^^
Jeśli pomiędzy wymianę handlową wchodzi trzecia strona i coś chce to musi przy każdym postawić przynajmniej dwóch policjantów na trzy szychty.