Zawiera mapy i drogi ewakuacji z teatru, środki i zakresy łączności, punkty eksfiltracji. czyli wszystko to co cywilów nie dotyczy.
Druga część skryptu jest o tym jak do tego miasta wrócić i przywrócić zdolność komunikacyjną, zwiadowczą i kontakty osobiste dla dosyłanych sił.
W przypadku cywila wydanie wszystkiego na wyjście z miasta to wyrok śmierci z głodu, a warto zauważyć że to jest instrukcja dla samotnego mużyka - spróbujcie tak się ewakuować z babińcem i dziećmi. Dokąd? Po co?
Bo sytuacja mieszkania poza miastem jest prostsza - zapasy masz z definicji. A w przypadku nadmorskim sprawa jest jeszcze prostsza bo na morzu kręci się masa neutralnych jednostek i jest szansa się urwać poza teatr.
Racja, jest to okrojony poradnik. Dosc przydatny na poczatek. Sa omowione rozne warianty nie tylko powroty do miasta. Ciekawym rozwiazaniem sa tez dwa plecaki i portfele na lapowki. Nie zawsze trzeba oddac wszystko:)
Dwa portfele to się używa nawet w cywilu - trzeba tylko pamiętać w jakim języku mówisz sięgając do marynarki prawą, a w jakim lewą ręką.
Widać, że poradnik pisany jest przez praktyka hehe
nie ma za wiele co tam dodawac. Poza wodą z WCtu mialem kolege ktory ugrzązł podczas powodzi w 1997r w bloku we Wrocku. Mial akwarium z ktorego wypil wode a rybki zjadl.
Ten poradnik ma poważne wady tłumaczenia. Podejrzewam google translator i przeklikanie korekty bez czytania.
Zastanawiające że w wątku dotyczącym surwiwalu i doomowatego podejścia do życia wzmianka o ostatnim czasowym wyłączeniu systemu na terytorium Polski w terenie miejskim niecałe 23 lata temu roku pojawiła się dopiero po tygodniu od jego powstania: prądu nie było, wody w kranach nie było, telefony nie działały, śmieci nie były wywożone a sklepy były pozamykane. I mimo wszystko mało kto o tym pamięta.
Bo to było w mało ważnej okolicy nad jakąś tam Wartą.
Nikt z Warszawy tam nie mieszka^^
Bo przerwa w działaniu systemu była zbyt krótka: bo nie doszło do głodu, bo sklepy zostały otwarte przez ludność bez udziału i wiedzy ich właścicieli. Bo lokalny zapas gałęzi nie został wyczerpany, bo po tygodniu od ostatniego prysznica dało się ze sobą w jednym pokoju od biedy wytrzymać choć preferowany był wieczór w ogrodzie gdzie wiaterek usuwał ewentualne powody do wzajemnego sobie docinania. Doszło do załamania łańcucha dostaw ale nie doszło do prawdziwego i długotrwałego braku wody i żywności, mieszkańcy nie zaczęli walczyć ze sobą o resztki. Niewiele brakowało: jeszcze jeden tydzień bez dostaw i sprawy przybrałyby inny obrót, ten dla zaangażowanych mniej przyjemny.
Powódź dotyczyła niewielkiego obszaru. To była katastrofa gospodarowania zasobem wodnym, a nie katastrofa naturalna. Obok funkcjonowała sobie gospodarka zdolna zasilić ten skromny deficycik wynikający z chwilowej przerwy w podaży.
Takie “powodzie” to jest zagadnienie dla ubezpieczalni, a nie prepersów.
Już tak z 70 km* od Warszawy zaczyna się zielona pustynia. Upraw ni ma, pracy ni ma, sklepów ni ma, młodych ni ma, a stare ludzie umierają w swych chałupach. Wodociągów i gazociągów ni ma, prąd jeszcze jest, choć słupy pamiętają elektryfikację z lat 60 tych, no a jak kabel zerwie, to nie śpieszą się z zawieszeniem go z powrotem. Zasięg GSM na zewnątrz. Ale śmieci odbierają regularnie.
Posiadam prawem dziedziczenia coś na Podlasiu właśnie w takim miejscu, z którego wszędzie daleko. Do niedawna miałem pomysł, by wszystko zalesić. Po lekturze tego wątku - a może coś zostawić gołego by ziemniaki kapustę i buraki było gdzie wysiać i posadzić?
*Jak do torów blisko to ludzi jest więcej. Jeśli tylko auto, to przenoszą się na przedmieścia.
Nie - wtedy ‘państwo z dykty’ ujawniło granice swoich możliwości. Saperzy zakładający ładunki wybuchowe na wałach chroniących wieś Łany zostali przegonieni przez miejscowych wieśniaków. Wysadzenie wałów w powietrze zalałoby wieś Łany ale ocaliłoby Wrocław bo wieś Łany znajduje się na terenach uznanych przez poprzednich właścicieli tej prowincji za tereny zalewowe. Saperzy (co za jełop wysłał ich na wały bez rozpoznania z powietrza, bez wsparcia kompanii wyposażonej w ostrą amunicję i rozkaz otwarcia ognia w przypadku ataku ?) wycofali się pod natarciem n/pla a miejscowy wicekomendant policji, Jan Albrechciński odmówił wykonania rozkazu użycia wobec agresora siły i zepchnięcia go pałami i gazem łzawiącym z wałów. Ówczesny minister SWiA, niejaki Leszek Miller nie dość że nie rozstrzelał wicekomendanta policji na miejscu to nawet nie udało mu się doprowadzić do jego dymisji. A to już jest groteska.
Jedziemy dalej:
ponieważ państwo polskie reprezentowane na miejscu przez majestat ministra SWiA nie dało rady odbić kilometra wałów przeciwpowodziowych z rąk nieuzbrojonych wieśniaków zarządzono nocne zrzucanie ładunków wybuchowych z helikopterów. Skutki były takie jakie muszą być kiedy niezdolne do nocnych lotów załogi helikopterów transportowych biorą się za zrzucanie nad obcym im terenem (nierozpoznanym z powietrza wcześniej) bomb z zapalnikami czasowymi. Mówiąc krótko: gówno to dało, bomby były za słabe i trafiły nie tam gdzie powinny. Bo minister SWiA nie był w stanie odbić i zabezpieczyć kilometra nadrzecznego terenu używając podległych mu oddziałów umundurowanej na niebiesko piechoty wyspecjalizowanej w walce z nieuzbrojoną tłuszczą.
W następnym dniu na miejscu pojawił się Jego Ekscelencja Premier RP, niejaki Włodzimierz Cimoszewicz. Majestatem urzędu dysponując wypisał mieszkańcom czeki in blanco mające zadośćuczynić im po zalaniu ich domostw. Na szczęście dla niego nie pojawił się na okupowanych wałach osobiście bo zapewne zarobiłby po chrystusowemu w bok widłami i BOR raczej go by od tego nie uratował. Cimoszewicz wysłał z podpisanymi czekami do Łan swoich ludzi (wojewodę i szefa lokalnego sejmiku samorządowego) ale i oni wrócili z niczym.
Wieczorem tego samego dnia prezydent Wrocławia zarządził częściową ewakuację najbardziej zagrożonych powodzią części miasta które to zarządzenie zostało przez miejscową ludność w większości olane.
Kilometr niewysadzonych wałów powodziowych to trofeum może w porywach pięciuset nieuzbrojonych wieśniaków którzy je odbili i utrzymali. Pokonali siły zbrojne Rzeczypospolitej Polskiej, ośmieszyli Policję Państwową, wyszydzili Ministra Spraw Wewnętrznych a samemu i najjaśniejszemu Premierowi RP po prostu kazali spadać na drzewo razem z jego czekami.
Jedna podwrocławska nieuzbrojona i nieprzeszkolona ani w dywersji ani partyzantce wieś okazała się silniejsza niż Rzeczypospolita Polska.
Tak właśnie działa państwo. Tyle może i mniej więcej tyle warte są jego struktury jak przyjdzie co do czego.
Kolejki są żeby się pod pociąg rzucać?
To jakaś zorganizowana akcja?
Słusznie - bronili swojej małej ojczyzny-ojcowizny przed zbrojną napaścią.
Wojnę wrocławsko-łańską wygrali więc Łanianie. By im jaki łuk triumfalny ufundować żeby mogli spętanych Breslawian na postronku za rydwanem popędzić?
Gdyby ten idiotyczny rozkaz wykonał to zostałby komendantem akwenu i same miałby zgryzoty.
Lepiej być leniwym niż głupim.
Skoro niebiescy pokonali zielonych to niby jaki miał interes w dymisjonowaniu? Medal wręczać!
Czemu niezbrojnch? Komendant reprezentujący SWiA był przecież jednym z wieśniaków. Jego własny, prywatny, zapewne dziedziczny komisariat pamiętający nie takie ustroje tam stał
Wreszcie dochodzisz do sedna - Miller kopał dołek pod Cimoszewiczem.
Bo Miller kierował się już na Langley, a Cimoszewicz już był za stary na zmiany centrali.
Może chciał się ich pozbyć i był zdziwiony że wrócili?
Skoro nie stać go na zabezpieczenie minerów to niby kto zapłaci te czeki?
Mieli swojego komendante - powinni postawić mu pomnik, za niezłomną wolę policji w wykonywaniu “chronić & służyć”.
To masz baze wyjsciiwą, teraz pomyśl gdzie ustawisz podstawowe elementy tzn gdzie mógłbyś trzymać krowę z cielakiem, gdzie klatki na króliki, gdzie chlewik na kilka świnek, gdzie kórnik, gdzie kozy, gdzie będziesz wyrzucał obornik, gdzie składował zboże i siano, czy studnia daje wode? Moze trzeba poglebić?, czy studnia jest odpowiednio daleko od szamba i pryzmy z obornikiem?, gdzie skopcujesz ziemniaki, gdzie maly traktor z przyczepom, gdzie nasadzić drzewa owocowe i rośliny lecznicze(czarny bez, dzika róża itp) a gdzie warsztacik, może nawet z paleniskiem i kowadłem, do utrzymania tego wszystkiego w ruchu. Jesli masz sie gdzie zaczepić to przemyśl sobie, moze posesja nie jest zdewastowana i wystarczy ją na bierząco minimalnie łatać aby zachować do szybkiego odtworzenia, wykaszać posesje, czyscić rynny, latac dachowki, odwodnic budynek, wyremontowac zagrode, klatki, chlewik. Dużo nie trzeba, łatwiej jest zachować w potencjale jak budować od podstaw.
Ludzie z miasta mieli rodziny na prowincji i to w duzej mierze rodzina pomagala i dowozila zapasy. Moj tato też od razu jak tylko mogl pojechał trabantem dowieść to i owo co akurat bylo potrzebne.
Tego nie kwestionuję. Jakbym mieszkał w Łanach to też pewnie postawiłbym kosę na sztorc i poszedłbym bronić własnej chaty przed zalaniem.
Chodzi mi o to że decyzje zostały podjęte a rozkazy zostały wydane. I jak to zwykle w sytuacjach podbramkowych bywa byli rozkazów tych wygrani i przegrani. Chodzi o to że struktury państwa okazały się niezdolne do wykonania …ujowych ale niestety koniecznych rozkazów. A takie rozkazy pojawiają się zawsze kiedy dochodzi do konieczności wyboru pomiędzy mniejszym a większym złem. Bo taka jest cena sprawowania władzy: ktoś zawsze dostaje po dupie. Taniej wyszłoby odbudować Łany niż Wrocław i po to utrzymywana jest struktura władzy: żeby ograniczać straty.
Wiedzmy więc że państwo działa tylko kiedy świeci słońce. Jak się coś posypie to tego państwa na horyzoncie nie zobaczymy a jak już je zobaczymy to na pewno nie będzie ono nam pomagać tylko w imię czegośtam przyjdzie żeby palić, gwałcić i rabować. Skoro nic od dobrego od państwa spodziewać się nie należy szczególnie w przypadku dużych problemów to po co je w ogóle utrzymujemy ?
W jakim kalibrze drugi portfel?
Jeśli do tej pory nie uprawiałeś roli to mógłbyś się tego zawodu nauczyć zanim przeżycie Twojej rodziny będzie zależało od Twoich rolniczych umiejętności. Własny kawałek planety w charakterze poletka doświadczalnego to dobry pomysł, prototypy również w rolnictwie przeważnie niewiele są warte.
Zasadź sobie parę metrów ziemniaków już teraz, tu i tam sobie coś posiej, patrz jak ziemia i rośliny na Ciebie reagują. Ucz się doświadczalnie, nabywaj praktyki. Może być tak że Ci się to nie przyda a może dzięki temu przeżyjesz ?
Paaanie, umiejętności rolnicze wyssałem z mlekiem matki tak samo jak to coś strasznego na a. A nawet jak nie z mlekiem, to terminowałem każde 2 miesiące w roku pomiędzy zerówką a maturą. Fakt, od szpadla to się odzwyczaiłem, ale jeśli o przeżycie będzie szło, to się z nim przeproszę.
Tak sobie myślę, że na wszelki wypadek to trzeba trzymać zapas nasionek kapuchy, buraków, marchwi, fasoli. Tanie to, co jakieś 2 lata wymieniać, by zachowały zdolność kiełkowania. I z 50kg ziemniaków nawet dość prowizorycznie zakopcowanych raz do roku - tanie to, a w razie czego będzie co wysadzić. I trochę chemii na stonkę. I jakie dwa srebrne kangury, by wymienić na koguta i trzy nioski.
Właśnie że nie. Łan nie odbudowano by nigdy, a Wrocław z konieczności trzeba było bo ma zdolność polityczną. Straty więc słusznie implementowano tam gdzie ich poniesienie było odwracalne.
Aby nam zgryzot dostarczało - przecież po to się firmę w urzędzie rejestruje aby nawymyślali kłopotów, te niezarejestrowane kłopotów nie mają.
Lubisz być palony/grabiony/gwałcony (niepotrzebne skreślić) to idziesz do salonu odnowy, płacisz i realizują - państwo to taki sam przybytek o nieodmiennym charakterze.
W rozmiarze aresztowym - tak jakby wzięli na sanki to żeby nic w nim więcej podejrzanego nie było - ot na szczoteczkę do zębów i bilet do domu.
Nawet się mnie głupio kiedyś pytali jak to tak nie mam telefonu jak normalny człowiek?
a to Ty z tych normalnych jesteś, zwracam honor. Jak się z ziemi potrafisz wyżywić to w rzeczy samej niech sobie na razie Twoje pole odpoczywa skoro pracować na Ciebie nie musi.