Przy takim przesileniu kiedyś z przeładowania wybudzał mnie dźwięk kół i zawieszenia, gdy wbijałem się przez krawężniki na chodnik czy trawnik. Po prostu myśli odłączały mi percepcję w trakcie jazdy i budziłem się takimi wstrząsami. Na szczęście zabiłem tylko felgi czy opony…
Minęła chwila, oferta pracy, parę krajów dalej, nowe życie, nowe miejsca, nowe smaki, nowy język, nowa fauna i flora, nowe obowiązki, nowa waluta, nowe auta, nowy motor, nowe seksy…
Restart po prostu.
W razie czego nowego się nie bój, nie jest złe. Myśl raczej, by stare ciezarem nie wciągnęło całkiem w bagno.
Czasem niektóre rzeczy trzeba tą siekierą ubić i tylko dlatego, że są ludzkie, tego nie robimy. Dlatego ucieczka w ryzyko, alko, dragi, obojętność czy wyzwanie. A natura zwierza się buntuje przyparta do muru
Acha…
Dachowałem warsztatowym busem (takim co ma 8 na DMC 3.5). Zasnąłem po kilku tysiącach kilometrów. Gdzieś daleko, w śniegu, mrozie i wiecznej nocy.
Trzeba być debilem, żeby jeździć na śpiąco. To jest takie ruskie nieszanowanie życia. Normalnie idzie się do hotelu spać, a rano się wstaje i działa. Jeżeli na przykład praca wymusza inne zachowania, to znaczy, że pracodawca wyznaje kacapskie wartości i trzeba go zmienić.
Są miejsca, gdzie nic nie ma przez setki kilometrów. Takie gdzie śniegu jest 4 metry, a człowieka widzisz może raz w tygodniu.
Ta infrastruktura od ropy sama się nie robi i zdaje się nie jest w Twoim ogródku?
Odklejony jesteś.
W takich warunkach wstajesz wyspany. Zjadasz śniadanie i jedziesz dalej.
Ale po pierwsze jest ciemno (przez pół roku), więc mózg swoje, a po drugie takie warunki są tak wyczerpujące (ilość kalorii by w nich funkcjonować), że po kilku tygodniach jesteś wyczerpany.
I po prostu zaśniesz na stojąco. Nawet się nie dowiesz kiedy.
Tam nikt nawet z tego nie robi sprawy. To normalne, codzienne zjawisko. Jedyne pytanie drogówki to czy trzeba wzywać pomoc, czy są ranni. Dlaczego do takich wypadków dochodzi im kilka razy w tygodniu to doskonale wiedzą.
Znajomy robi kursy typu PL-Valencia bez przerwy. Po 2.5k km za kółkiem dochodzi do odcięcia i wygląda na to że to kres jego możliwości. Na razie jest młody i jeszcze daje radę. Zapas kanapek, coca coli, kawy, fajki, zgrzewka Czerwonego Byka i wio. Wkurza się że do Gibraltaru na raz z PL już nie dojedzie, kiedyś mu się udawało no ale lata lecą. On wie że się starzeje i że kiedyś przyśnie, na razie mu się wydaje że jest bogiem autostrady. Po zatankowaniu staje gdzieś na parkingu, ustawia stoper na pół godziny i odpływa.
Jak przyśnie za kółkiem a nie na parkingu to zmądrzeje, pod warunkiem że przeżyje.
Stawki są jakie są a gdyby dwa razy po drodze spał i to w każdą stronę to nie wystarczyłoby mu na ratę kredytu. Spłacił dziewięć lat kredytu w cztery, w międzyczasie żonę zbrzuchacił.
Oczywiście mógłby zacząć handlować prochami ale to nie ta konstrukcja psychiczna. To raczej nie debil, on po prostu nie potrafi kraść ani wymuszać:
zaorać samym sobą ok - zaorać bliźnim swym nie ok.
@Doxa ma rację, @3r3 ma rację. Uczciwi w tym systemie mają przejebane.
wczoraj wielki Einsatz policji z dronami grupami poscigowymi, alpine team.
facet lat 36 wzial karabin szturmowy i uciekl w gory. Wczesniej zadzwonil na psy ze nie zgadza sie z wynikami referendum i ze ma plan rozwalic szefowa helweckiego msw. Bo szwajcaria to juz nie szwajcaria jesli nie zabroniono w referendum ograniczenia ilosci kurewskiego usländerstwa tutaj sie osiedlajacego.
w dniu wczorajszym rowniez akcja z wzieciem zakladnika. Babka lat ponizej 40 zadzwonila na psy ze wziela syna 12 letniego na zakladnika bo to co sie odjebalo to nie ma opcji teraz bedzie prawie UE i juz po szwajcarii.
Drony snajperzy 3 ekipy szturmowe - wyszla i poddala sie jak zespol negocjacyjny poweidzial ze albo albo. Okazalo sie ze najebana prawie 3 promile.
To co pisze to moje wiecie urojenia i fantazje fantasmagorie bo na stronach internetowych lokalnych takich informacji nie znajdziecie. Wicie rozumicie mam super towar ale zamiast brac polowe wzialem za duzo…
ale jak sie Janusz z Mietkiem w jakims lokalnym tu kurwidolku napije za duzo i najebany zrobi awanture to o awanturujacym sie patologicznym usländerstwie wszystkie gazety pisza…
Tu nie chodzi o wyspanie. Chodzi o to, że pomimo snu, środka dnia człowiek ma (Medyk) / miał (ja) takie sytuacje życiowe, że w trakcie jazdy myśli uciekają do sytuacji rodzinnych, pracy, lub podobnych morderczych. Nie zasypiasz, tylko giniesz w swych problemach tak mocno, że nawet nie ogarniasz, iż akurat jedziesz.
To nie jest kwestia paru złotych za stempel na fakturze, punktów karnych lub nocki w hotelu. Tu się życie komuś poważnie rozjebuje i liczba brzdęków nagle przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Szare się jakby wycofują wtedy.
na początek rejestr zarobkó a potem już tylko krok do zmian w prawie odkęcających pisowskie rozdawnictwo, lewica nawet postuluje zmiany w kierunku: albo praca w sektorze publicznym i wtedy tylko umowa opracę albo w sektorze prywatnym
tylko personelu będzie za mało…
alebędzie się działo i presja na wynagrodzenia będzie bardzo silna i skończy się to co się działo na B2B
i dlatego system się umacnia - a by to siędziało musi być tak skonstruowany
żyjemy w fasadowym świecie,gdzie jest “demokracja” a tak naprawdę pociągają za sznurki grupy osób będące (w zależności od kraju) wypadkową starej arystokracji (UK), przemysłu i bigtech (USA), potomków rodów królewskich i cesarskich (CHiny, Tajlandia), organizacji mafijnych (Meksyk), itd.
myślę, że to się nie zmieni, więc skoro nie mamy na to wpływu to trzeba dać sobie sposkój i żyć w swoim wewnętrznym świecie, rzeźbiąc materialnie na miarę skromnych możliwości jakie system daje i broniąc resztek wewnętrznej wolności
U mnie na Florydzie kierowca CDL zarabia jakieś $10k miesięcznie. Wśród Polaków modny jest kierunek na Chicago, 2 dni w jedną, 2 dni w drugą, 1 dzień na rozładunek w Miami. Weekend w domu, można nawet mieć w miarę normalną rodzinę.
Ludzi ciągle szukają do pracy, można nawet wizę pracowniczą na to dostać.
W życiu ważna jest ruchliwość. Nie da się zarobić w Polsce - trzeba sprawdzić, czy może w Czechach nie jest lepiej. A może w Rosji? Albo w Belgii? Albo na Islandii? Albo może da się zawód zmienić? Albo może ktoś potrzebuje kogoś zaufanego? W taki sposób myśląc dorobiłem się bardzo dużej kasy - moi mniej zaradni koledzy nadal żrą tynk ze ścian.
ale Ty wiesz ze to swoj ladny chlopak jest, towarzysz polityczny. Starosta z Grojca wychwalal w prasie ze wszystko super jest.
Ta willa jest biednego doktora. Sie dyzuruje sie ma.
P.S. @Doxa w Polsce jest jak w Szwajcarii. Jak szukasz roboty jako anestezjolog to nagle no ale noooo… juz nieaktualne, wszystkioe dyzury mamy obsadzone, no zglosil sie wczoraj jeden…
Beda po 400 godzin tam wysiadywac ale do koryta nie dopuszcza, odpuscilem dyskusje z biurwami z izby lekarskiej bo nie ma sensu.